foto1
Kraków - Sukiennice
foto1
Lwów - Wzgórza Wuleckie
foto1
Kraków - widok Wawelu od strony Wisły
foto1
Lwów - widok z Kopca Unii Lubelskiej
foto1
Lwów - panorama
Aleksander Szumański, rocznik 1931. Urodzony we Lwowie. Ojciec docent medycyny zamordowany przez hitlerowców w akcji Nachtigall we Lwowie, matka filolog polski. Debiut wierszem w 1941 roku w Radiu Lwów. Ukończony Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Dyplom mgr inż. budownictwa lądowego. Dziennikarz, publicysta światowej prasy polonijnej, zatrudniony w chicagowskim "Kurierze Codziennym". Czytaj więcej

Aleksander Szumanski

Lwowianin czasowo mieszkający w Krakowie

PRAWDZIWI LUDZIE I DZIKIE ZWIERZĘTA

Polska w chwili wybuchu II wojny światowej była największym skupiskiem Żydów na świecie. Około 3,5 miliona Polaków pochodzenia żydowskiego (wyznania mojżeszowego) stanowiło przeszło 10 % ogółu ludności kraju. Liczba Żydów, którzy uratowali się na terenach państwa polskiego zajętego przez wojska niemieckie szacowana jest przez historyków żydowskich rozmaicie – w granicach od 40 – 50 tysięcy (Filip Friedman) do 100 – 120 tysięcy (Józef Kermisz), choć jedno z wyliczeń polskiego podziemia podnosi tę liczbę aż do 200 tysięcy. Większość Żydów, którzy przeżyli okupację niemiecką, została uratowana przez Polaków, którzy nie mieli powiązań, ani z Żegotą, ani z Radą Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu na Kraj, o czym niżej.

Tadeusz Bednarczyk, który działał w polskim podziemiu i miał bliskie kontakty w warszawskim getcie, oceniał, że niemiecką okupację w Polsce, dzięki pomocy Polaków przeżyło w Polsce 300 tysięcy Żydów. Władysław Żarski - Zajdler utrzymywał, że w pewnym okresie niemieckiej okupacji nawet do 450 tysięcy Żydów znajdowało schronienie u Polaków, ale nie wszyscy z nich przeżyli wojnę. Jego szacunki są zbliżone do tych, które po wojnie reprezentował były minister spraw zagranicznych na uchodźstwie, hr. Edward Raczyński. Trudno jednak jest wyciągnąć ścisłe wnioski co do liczby Polaków aktywnie zaangażowanych w pomoc Żydom. Emanuel Ringelblum (historyk żydowski, wybitny badacz warszawskiego getta) szacował, iż w samej Warszawie przy ukrywaniu Żydów angażowało się ok. 50 tysięcy Polaków. Historyczka Teresa Prekerowa określa liczbę polskich obywateli, którzy pomogli Żydom na 360 tysięcy.
Zapewne wskazane szacunki są zbyt zachowawcze. Nawet jeżeli przyjąć najniższy zakres liczby uratowanych Żydów (40 – 50 tysięcy), zachowane świadectwa wskazują, że stanowiła ona około 50 procent tych, którzy znajdowali schronienie i przeżyli wojnę. Oznacza, że ukrywało się co najmniej 80 – 100 tysięcy Żydów. Istniejące świadectwa wskazują również, że w bezpośrednią, lub pośrednią pomoc dla każdego Żyda angażowało się 10 – 12 osób, włączając w to dzieci. W każdym razie rejestr pomocy Żydom jest znacznie szerszy, niż w przypadku innych krajów wschodniej Europy poddanej niemieckiej okupacji i przemocy. Jak odnotował żydowski historyk Walter Laqueur „porównanie z Francją nie byłoby w żadnym stopniu dla Polski niekorzystne”. Ktoś powiedział, hamletowskie „być albo nie być” nigdy nie znaczyło tyle, co w czasie okupacji niemieckiej w Polsce. Ludzie „Żegoty” należeli do tych Polaków, którzy na wyzwanie swoich czasów odpowiedzieli, ryzykując życie własne i swoich bliskich, aby nieść pomoc innym ludziom. Są zaiste gigantami swoich czasów, jeśli chodzi o postawę moralną.
Niewielka tylko część Żydów zdołała przetrwać do końca wojny w niektórych niemieckich obozach koncentracyjnych, obozach pracy, lub obozach jeńców. Reszta przetrwała w partyzantce, lub w ukryciu w otoczeniu polskim i przy jego pomocy. Obowiązujące metody postępowania wobec Żydów na terenach okupowanych zostały w Berlinie już ustalone 21 września 1939 roku, a więc zanim kampania w Polsce dobiegła końca. Zarządzenie Himmlera z 30 października 1939 roku nakazywało przesiedlić w ciągu czterech miesięcy do Generalnej Guberni wszystkich Żydów z Pomorza Gdańskiego, z Poznańskiego i Górnego Śląska, wraz ze znaczną liczbą „szczególnie wrogo nastawionej ludności polskiej”. Realizacje tych zadań powierzył Heydrich Adolfowi Eichmannowi. Około 200 tysięcy Polaków i około 100 tysięcy Żydów deportowano zimą 1939/1940. Głównie na teren województw łódzkiego, lubelskiego, kieleckiego i krakowskiego. Transporty wysyłano w nieopalonych wagonach bydlęcych, toteż śmierć zbierała obfite żniwo. W łódzkim getcie stłoczono około 160 tysięcy ludzi.
Po zbrodni wawerskiej i „Sonderaction Krakau”, batalion niemiecko-ukraiński „Nachtigall” zamordował 4 lipca 1941 roku we Lwowie na stoku Góry Kadeckiej na Wzgórzach Wuleckich 45 profesorów lwowskich wyższych uczelni. Wcześniej jeszcze, bo w maju 1940 roku, okupanci niemieccy rozpoczęli realizację szeroko zakrojonego planu biologicznej likwidacji inteligencji polskiej, tzw. akcję A – B (Ausserordentliche Befriedungsaction).
Polska prasa konspiracyjna informowała wielokrotnie w latach 1940 i 1941 o tragicznych warunkach bytowania w getcie warszawskim. Podstawowe rozporządzenie Hansa Franka z 15 października 1941 roku stwierdza, że „Żydzi, którzy bez upoważnienia opuszczają wyznaczoną im granicę podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby, które takim Żydom świadomie dają kryjówkę”, przy czym „podżegacze i pomocnicy podlegają tej samej karze jak sprawca, czyn usiłowany karany będzie jak czyn dokonany”. Gubernator dystryktu warszawskiego Fischer zawiadamia w obwieszczeniu z 10 listopada 1941 roku, że karze śmierci podlega każdy, kto ukrywającym się Żydom „udziela świadomie schronienia lub im w inny sposób pomaga”. W ślad za tymi ostrzeżeniami następują egzekucje na Żydach schwytanych poza granicami getta i równoczesne aresztowania, zsyłanie do obozów koncentracyjnych i tracenie dopomagających im Polaków.
Dnia 22 lipca 1942 roku ekipa SS i policji niemieckiej przystąpiła do likwidacji getta warszawskiego. W przeciągu dwóch miesięcy wywieziono na śmierć do komór gazowych Treblinki, lub zamordowano na miejscu ponad 310 tysięcy mieszkańców warszawskiego getta. Hitlerowskie
„Vernichtungskommando” przeprowadziło to krwawe zadanie przy pomocy formacji kolaboracyjnych ukraińskich, litewskich i łotewskich wspomaganych przez Żydowską Policję Porządkową (Jüdischer Ordnungsdienst) tzw. „odmanów”, podległą Judenratom, kolaborującą z nazistowskimi Niemcami, żydowskie jednostki policyjne wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych. Jüdischer Ordnungsdienst Niemcy wykorzystywali do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych.
Tragiczne wydarzenia w getcie warszawskim odbiły się szerokim echem w polskiej opinii publicznej. Wiadomości nadchodzące zza murów getta publikowane w prasie tajnej i podawane z ust do ust przez naocznych świadków wydarzeń – kolejarzy, strażaków i pracowników zakładów użyteczności publicznej, dysponujących przepustkami – wywoływały grozę i współczucie dla prześladowanych. Także w kołach ludzi o nastawieniu antysemickim podnosiły się głosy oburzenia i również w tym środowisku nie brakowało aktów pomocy uciekinierom. Katolicka organizacja Front Odrodzenia Polski (FOP) wydała specjalna ulotkę pt. „Protest”. Jej autorką była wybitna pisarka polska powieściopisarka, uczestniczka ruchu oporu organizacji Żegota Zofia Kossak. Apelowała ona do serc i sumień wszystkich Polaków wierzących w Boga – również i do tych którzy dotąd zajmowali niechętne stanowisko wobec Żydów o czynną postawę wobec zbrodni: „kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy, kto nie potępia, ten przyzwala”. Protest FOP uzyskał znaczny rezonans społeczny. Kierownictwo Walki Cywilnej wydało specjalne oświadczenie w sprawie hitlerowskiej akcji eksterminacyjnej na ziemiach polskich. Oświadczenie to opublikowane w wielu pismach podziemnych i przekazane drogą radiową do Londynu w celu nadania sprawie zagłady Żydów jak najszerszego rozgłosu w świecie kończyło się słowami: „…kierownictwo Walki Cywilnej w imieniu całego społeczeństwa polskiego protestuje przeciw zbrodni dokonywanej na Żydach. W tym proteście łączą się wszystkie polskie ugrupowania polityczne i społeczne. Podobnie jak w sprawie ofiar polskich odpowiedzialność fizyczna za te zbrodnie spadnie na katów i ich wspólników”. Tymczasem władze niemieckie rozplakatowały zarządzenie dowódców SS i policji grożące śmiercią tym którzy „Żydom świadomie udzielą pomocy, każdy Polak który przyjmuje Żyda staje się winnym, we wszystkich wypadkach Polacy ci podlegają karze śmierci”.
Na murach okupowanych polskich miast i miasteczek Niemcy rozplakatowali ogłoszenia:
„OGŁOSZENIE”
Dotyczy
Przetrzymywania ukrywających się żydów

Zachodzi potrzeba przypomnienia, że stosownie do & 3 Rozporządzenia o ograniczeniach pobytu w Gen. Gub. z dnia 15.X.1941 roku (Dz. Rozp. dla GG. Str. 595, żydzi, opuszczający dzielnicę żydowską bez zezwolenia, podlegają karze śmierci.

Według tego rozporządzenia osobom , które takim żydom świadomie udzielają przytułku, dostarczają im jedzenia lub sprzedają artykuły żywnościowe, grozi również kara śmierci.
Niniejszym ostrzega się ludność nieżydowską przed:

1/ udzielaniem żydom przytułku,
2/ d o s t a r c z a n i e m i m j e d z e n i a
3/ sprzedawaniem im artykułów żywnościowych

Częstochowa, dnia 24.09. 42
Der Stadthauptmann
Dr. Franke
W obliczu nieuniknionej zagłady tysiące Żydów wyrywało się zza murów gett i szukało schronienia w „aryjskich” dzielnicach miast lub wsi, pomimo wszelkich związanych z tym zagrożeń. Większość uciekinierów pozbawiona była możności pracy i środków do życia. Byli to częstokroć ludzie chorzy, wynędzniali fizycznie, zazwyczaj pozbawieni dokumentów, pieniędzy, zwracający swym wyglądem uwagę niepowołanych osób. Oparcie w prywatnych znajomościach wśród rodzin polskich przestało być wystarczające. Potrzeby wzrastały i zachodziła konieczność podjęcia szerszej, zorganizowanej akcji pomocy prześladowanym, która objęłaby planowo i wszechstronnie możliwie cały teren Generalnej Guberni. Liczne wypowiedzi prasy tajnej przygotowały już dostatecznie grunt do nadania tego rodzaju poczynaniom pewnych stałych form organizacyjnych. Myśl ta dojrzewała równocześnie w kilku różnych środowiskach polskiego podziemia.
Być może najlepszym przykładem reakcji na los Żydów byli polscy antysemici, którzy według zapisów Emanuela Ringelbluma „pojęli, że(…) Polacy i Żydzi mają wspólnego wroga i że Żydzi są doskonałym sprzymierzeńcem, który zrobi wszystko co możliwe, by zniszczyć swego największego nieprzyjaciela”. Nawet ci antysemici, którzy nie zmienili poglądów, ale mieli krewnych Żydów, pomagali im. „Polscy antysemici nie stosowali kryterium rasowego, gdy chodziło o krewnych, czy przyjaciół” – przyznawał Ringelblum i dalej: „wielu polskich antysemitów cechowała niechęć do Żydów jako pewnej abstrakcji. Kiedy poznali konkretnych Żydów, nie odczuwali wobec nich wrogości, a nawet rozwijały się prawdziwe przyjaźnie. Potwierdzało to stare powiedzenie”: „każdy Polak ma swojego Żyda”.
Polska pomoc pomimo zagrożenia karą śmierci rozwijała się. Poza Warszawą na szczególne wyróżnienie w tej działalności zasługuje Małopolska z Krakowem „stolicą GG”. Kraków był centrum administracji niemieckiej w Generalnym Gubernatorstwie, a krakowianie ukrywali przed Niemcami Żydów również i tych, wcale nie „poleconych”, czy wywodzących się z nowo zawartych przyjaźni, lub za „nie małe pieniądze”. Ratowali jak potrafili, a możliwości mieli sporo. Najczęściej po strychach i piwnicach uratowali do 18 stycznia 1945 roku wielu Żydów, bez „aryjskich papierów”, uciekinierów z krakowskiego getta, czy z obozu płaszowskiego. Mistyfikacja „Listy Schindlera” jest tu oczywista. W rzeczywistości „Lista Schindlera” stanowi fikcję filmową, stworzoną dla określonych celów przekazu „dobrego SS, dobrego Niemca Schindlera” ratujących uciekających Żydów przed polskimi szmalcownikami, skazanych uprzednio przez Niemców na śmierć.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Prawdziwa-historia-listy-Schindle...
http://www.makbet.pl/artykul/1217/schindler-i-spielberg-troche-naklamali/2
W samym Krakowie zorganizowano około 150 kryjówek dla osób poszukiwanych przez SD (Służba Bezpieczeństwa), co było nie lada wyczynem w mieście naszpikowanym SS, SD, Sipo i Gestapo. To samo odnosiło się do innych miast w Małopolsce. W Nowym Sączu jeden z Polaków twierdził, że dzięki polskiej pomocy, 1200 Żydów przetrwało niemiecki terror; w Przemyślu, Żyd dr Józef Blech oświadczył, że 160 Żydów, dorosłych i sierot uratowali Polacy. Nawet jeden ze świadków krytycznie nastawionych do Polaków przyznał, że w oddalonych rejonach Galicji polska pomoc Żydom była tak znaczna, że Niemcy s p a c y f i k o w a l i dwie wioski za wspieranie Żydów i partyzantów. Oczywiście i w innych częściach kraju Polacy żywo reagowali na ich los, szczególnie w rejonie Lublina i Chełma. W Poznaniu, jak zanotował Ringelblum, Polacy, płacząc, odprowadzali Żydów wyrzuconych z miasta przez Niemców.
Bohaterską postawą i niezwykłą odwagą musieli wykazać się w czasie II wojny światowej Polacy ratujący życie Żydów. W Teatrze Narodowym 70 takich osób Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP, odznaczyła Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Prezydent RP Lech Kaczyński w ramach polityki „Przywracania pamięci” uhonorował nieznanych, bądź zapomnianych bohaterów walk o wolność i suwerenność Polski. Należą do nich także Polacy ratujący Żydów w czasie Zagłady, których czyny przez dziesiątki lat powojennych nie istniały w naszej świadomości. Niestety z każdym miesiącem jest ich wśród nas coraz mniej.
Po likwidacji getta lwowskiego i wywiezieniu resztek Żydów do obozu janowskiego zwanego „uniwersytetem zbirów”, Lwów został ogłoszony przez Niemców miastem wolnym od Żydów (Judenfrei, Judenrein). Akuratnie nie była to prawda, bo wielu Żydów lwowskich uratowali Polacy, lwowianie.
Meldunki i obszerniejsze raporty o sytuacji Żydów w Polsce otrzymywał również rząd londyński. Zarówno te jak i dalsze starania nie dawały jednak pożądanego rezultatu. Niezrozumiały był dla działaczy polskiego i żydowskiego podziemia w okupowanym kraju niemal zupełny brak reakcji wielkich mocarstw Zachodu, brak jakichkolwiek działań na miarę potrzeby chwili. Przybycie do Londynu w listopadzie 1942 roku specjalnego kuriera AK Jana Kozielewskiego występującego jako Jan Karski spowodowało żywe poruszenie tamtejszej opinii. Londyńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystąpiło z odpowiednią notą do narodów sprzymierzonych, zważywszy, iż Jan Karski był naocznym świadkiem zbrodni hitlerowskich Niemców i reprezentował równocześnie polskie i żydowskie podziemie.
Rozpoczęła swoją działalność Rada Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj – polska organizacja podziemna działająca w latach 1942-1945, jako organ polskiego rządu na uchodźstwie, której zadaniem było organizowanie pomocy dla Żydów w gettach oraz poza nimi. Rada działała pod konspiracyjnym kryptonimem Żegota. Rada pomagała w ukrywaniu Żydów w różnych miejscach u osób prywatnych w miastach i wsiach. Żegota zaopatrywała uciekinierów w fałszywe, tzw. „aryjskie papiery”, łącznie z chrześcijańskimi metrykami chrztu – oryginały, wydawane przez bohaterskich kapłanów.
Niezależnie od „Żegoty” działała w Polsce niezorganizowana akcja pomocy Żydom udzielana przez osoby prywatne, niejednokrotnie kierujące się hasłami „z ust do ust”. W Krakowie znana była sieć właścicieli domów noclegowych przy ulicach Starowiślnej, Zamenhofa, Curie Skłodowskiej, Pijarskiej, Strzeleckiej, św. Gertrudy, czy w ogromnym jedenasto klatkowcu PKO przy ul. Zyblikiewicza 5. Żydzi zgłaszali się z polecenia jakiegoś „Kowalskiego” do budki portierskiej przy wejściu do budynku pytając dozorcę o dom noclegowy. Niestety trzeba było mieć pieniądze na noclegi. Odznaczyli się tam w pomocy Żydom dozorcy, Kucharczyk, Dziadzic i Wrona. Po „aryjskie papiery” zgłaszano się do „Żegoty”. Tak wielu przeżyło. Znaną postacią polskiego podziemia udzielającego pomocy Żydom był akowiec, przedwojenny oficer „dwójki” mjr. Marian Erhard, w czasie okupacji pracujący jako komendant policji polskiej (granatowej) w Krakowie przy ul. Franciszkańskiej. Przy ul. Gertrudy 2 w Krakowie Erhard prowadził pomocny Żydom dom noclegowy, którym zawiadywała p. Korpakowa. Warto, aby tymi postaciami zainteresowała się Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej. Autor nin. opracowania może udzielić pełnych informacji.
Większość Żydów, którzy przeżyli okupację niemiecką w Polsce, została uratowana przez Polaków, którzy nie mieli powiązań z Żegotą. Amerykański historyk Richard C. Lukas podaje listę 704 takich bohaterów, niejednokrotnie całych rodzin, którzy za udzielenie pomocy Żydom, względnie ich ukrywanie zostali przez Niemców zamordowani.
Dzięki takim i innym bezimiennym ludziom prawdziwe znaczenie Żegoty nie zaginie. Byli to prawdziwi ludzie.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W „WARSZAWSKIEJ GAZECIE” 22 LISTOPADA 2012 R

Literatura, opracowania, źródła cytatów:
- Zofia Lewinówna, Władysław Bartoszewski „Ten jest z ojczyzny mojej” Polacy z pomocą Żydom „Znak” Kraków 1966,
- Richard C. Lukas „Zapomniany Holocaust” „Dom Wydawniczy Rebis” Poznań 2012
- „Głos Polski” Toronto nr 45 – 46 listopad 2011 Aleksander Szumański „Droga do niepodległości”

Wyświetlenia strony:

Portret użytkownika tumry

Aleszum

Gratuluję, znakomita robota. Zastanawia mnie tylko osoba Władysława Bartoszewskiego jako współautora pierwszej z książek podanych w źródłach. Stwierdził on bowiem onegdaj, że w czasie okupacji bardziej się bał Polaka niż Niemca. Można zatem przewrotnie powiedzieć, iż nie tylko każdy Polak miał swojego Żyda, ale i każdy Żyd miał swojego Polaka, z tą jednak różnicą, że o ile w pierwszym przypadku Żyd był autentyczny i dostawał w ten sposób szansę przeżycia, to Polak w drugim mógł być hipotetyczny, gdyż defacto był Żydem. Słowem Żyd mógł wydawać Żyda. Mogło być też tak, że taki Polak był przez swojego Żyda, denuncjowany, gdyż Żyd mógł być wabiem.

tumry