foto1
Kraków - Sukiennice
foto1
Lwów - Wzgórza Wuleckie
foto1
Kraków - widok Wawelu od strony Wisły
foto1
Lwów - widok z Kopca Unii Lubelskiej
foto1
Lwów - panorama
Aleksander Szumański, rocznik 1931. Urodzony we Lwowie. Ojciec docent medycyny zamordowany przez hitlerowców w akcji Nachtigall we Lwowie, matka filolog polski. Debiut wierszem w 1941 roku w Radiu Lwów. Ukończony Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Dyplom mgr inż. budownictwa lądowego. Dziennikarz, publicysta światowej prasy polonijnej, zatrudniony w chicagowskim "Kurierze Codziennym". Czytaj więcej

Aleksander Szumanski

Lwowianin czasowo mieszkający w Krakowie

 

                                                                                        POLICJA ŻYDOWSKA W GETCIE

GETTO

 

Moja Mama tego dnia była naprawdę szczęśliwa. Dostała bowiem czerwona kartę (arbeitskarte). Mogła zatem bez przeszkód, w określonych godzinach opuszczać getto i pracować w "aryjskim" Przemyślu. To było getto przemyskie, w którym też przebywałem po zamordowaniu przez Niemców 4 listopada 1041 roku we Lwowie mojego Ojca doc. med. Maurycego Mariana Szumańskiego. Nie spotkałem w getcie leżących na chodnikach wygłodniałych, zmuzułmanionych dzieci, jakie ogląda się na fotografiach.

 

Nikt z mieszkańców przemyskiego getta nie lękał się. Ludzie żyli optymizmem. Nawet urzędnicy Judenratu byli życzliwi, a ordnerzy czasami nikogo nie bili. Były też bardzo sympatyczne policjantki żydowskie z pałkami do lania, które czasami używały, ale tylko do niegrzecznych Żydów, dzieci, pań, niekiedy brzemiennych i panów nawet tych po osiemdziesiątce, przy czym zawsze były uśmiechnięte, uradowane, a to był znak, ze nie należy się niczego obawiać, a wszedłem już w wiek ,że zaczynały mi się podobać dziewczyny. Wśród tych policjantek jedna szczególnie mi się spodobała i gdy do niej podszedłem to mi przylała pałą w łeb.

Pewnego dnia Mama powróciła z pracy z radosną nowiną, że neofici mogą mieszkać po stronie "aryjskiej" Przemyśla.

Na drugi dzień Mama pożegnała swoich rodziców Eugenię i Jakuba Rabinowiczów oraz swoją siostrę Ludwikę Reichmann, mnie wzięła za rękę i szliśmy długim szeregiem w stronę wyjścia. Co kilkanaście metrów schutzpolizei sprawdzali 'arbeitskarte" Mamy i pytali o mój wiek. Do ósmego roku życia dzieci mogły wychodzić z rodzicami udającymi się do pracy. Policjant, któryś tam z rzędu zorientował się, ze mam 11 lat i nie przepuścił mnie do wyjścia. Mama błagała - mój syn ma 8 lat - nie pomogło. Zostałem więc w getcie, zdążyłem tylko krzyknąć Mamie - nie martw się, oni dzieciom nie robią krzywdy - taką naprawdę miałem wiedzę.

Wieczorem odszukał mnie Tadeusz Szymanowski, który powiedział mi, żebym natychmiast uciekał z getta i przyszedł do jego willi na Zasaniu, lub do państwa Romanowskich.

Dziadek Jakub Scheps odwiózł babcię na taczkach do szpitala, miała raka szyjki macicy z przerzutami do kości. Przed akcją likwidacji getta lekarze żydowscy ratując pacjentów przed zagładą wszystkich chorych wytruli razem z moją babcią.

Tadzio Szymanowski nie powiedział mi, że to będzie tej nocy trzecia likwidacja getta przemyskiego.

Dzisiaj już wiem, że życie uratowała mi "Żegota"

                                                  Aleksander Szumański