header4.jpg
Gdy obce siły chcą ujarzmić naród, to rozpoczynają od niszczenia mózgów, czyli jego mocy intelektualnej . Uniwersytet Jagielloński, najstarsza polska uczelnia została założona przez króla Kazimierza Wielkiego 12 maja 1364 roku. Okupanci hitlerowscy i bolszewiccy chcieli tę uczelnię zniszczyć przez podporządkowanie jej swoim celom wrogim narodowi polskiemu. Zamach na autonomię tej uczelni odnotowujemy również po 1989 roku.
        
Niemiecką akcję pacyfikacyjną skierowaną przeciwko środowisku polskich uczonych przeprowadzono 6 listopada 1939 roku w Krakowie. Została ona nazwana „Sonderaktion  Krakau." Kryptonim taki nie występuje w jakimkolwiek oficjalnym dokumencie nazistowskim, a podawanym w kartach uwięzienia profesorów „akcja przeciwko profesorom uniwersyteckim”. Łącznie w ramach akcji uwięziono 183 osoby, w tym z Uniwersytetu Jagiellońskiego 142 wykładowców i 3 studentów. / Wikipedia /. Profesorowie zostali wywiezieni do niemieckich nazistowskich obozów zagłady.
      

Profesorów deportowano do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Berlinem. Katastrofalne warunki obozowe, nader skąpe wyżywienie, brak ciepłej odzieży, a także takie formy znęcania się, jak wielogodzinne apele na stojąco przy temperaturze dochodzącej w styczniu 1940 roku do - 25 stopni C w krótkim czasie doprowadziły do wycieńczenia będących często w podeszłym wieku i nienajlepszym stanie zdrowia więźniów. 13 spośród nich - w tym tacy uczeni, jak Stanisław Estreicher, Ignacy Chrzanowski, Leon Sternbach i Michał Siedlecki - do lutego 1940 roku zmarło.

W obozie koncentracyjnym Sachsenhausen profesorów "powitał" komendant tego obozu Rudolf Hoess: "wszyscy jesteście gównem Pangermańskiej Rzeszy. Obóz dla internowanych jest jedną kupą gówna, gdzie wszyscy macie zdechnąć. Jedyną drogą ku wolności jest dla was komin krematorium”.

W czasie okupacji sowieckiej, czyli PRL, Uniwersytet Jagielloński usiłowano zamienić w instytut propagandowy polskich komunistów / „W dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego” – Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec /. Czytamy m.in. iż ”rektor Mieczysław Karaś / 1975 – 77 /pragnął zrealizować swoja wizję socjalistycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Pytanie dla  studentów historii UJ: „czym się różniła wizja rektora Mieczysława Karasia od wizji Kazimierza Wielkiego”? Odpowiedź Karola Estreichera: „Kazimierz Wielki fundował uniwersytet murowany, ja zostawię …czerwony ze wstydu”. / „Dziennik wypadków” – Karola Estreichera  T.V. ( 1973 – 1977 ) str. 489 – 90.

Wydaje się, iż dzisiejsza opiniotwórczość katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego mająca niebagatelny wpływ na stosowanie prawa w Polsce i kształtowanie opinii publicznej, korporacyjność urzędującej palestry, wyrokowanie niepodległych sądów i Trybunału Konstytucyjnego, niekiedy budzące sprzeciw społeczny, ma swoje korzenie w zhańbieniu i zbezczeszczeniu  Wydziału Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w okresie PRL-u.

Działali tam w tym okresie, Marek Waldenberg, kierujący katedrą Podstaw Marksizmu-Leninizmu, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, piszący prace naukowe o wielkości jakiegoś Karla Kautskiego marksistowskiego sekciarza. Do pocztu  bezprawników  tego okresu dołączył prof. Julian Polan- Harashin b. prokurator w Lublinie, ścigający tam żołnierzy AK i NSZ, skąd musiał uciekać, bo podziemie wydało na niego wyrok śmierci.

Prof. Julian-Polan Harashin, szwagier kardynała Franciszka Macharskiego, jako wiceszef Sądu Wojskowego wydał kilkadziesiąt wyroków śmierci na żołnierzy AK i NSZ. Był najkrwawszym sędzią PRL-u i skorumpowanym łapówkarzem. Jako dziekan studium zaocznego Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał kilkaset "łapówkarskich" dyplomów magistrów praw. Gdy jeden z dyplomowanych partyjnych i ubeckich "magistrów" skompromitował się swoją "prawniczą wiedzą" i sprawa nabrała rozgłosu prof. Julian Polan- Harashin podpalił dokumenty w dziekanacie, otrzymał wyrok, lecz szybko został uwolniony i skrupulatnie donosił nadal, jako agent SB, o wszystkim co usłyszał o krakowskim Kościele od żony i szwagra / kard. Franciszka Macharskiego / przy rodzinnym stole.

Wydział Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego z czasów PRL-u ma swoją niechlubną tradycję. Po wielkim luminarzu nauk prawniczych prof. Władysławie Wolterze kierownictwo katedry objął Kazimierz Buchała wysoko oceniany w archiwach Służby Bezpieczeństwa - Tajny Współpracownik / TW / o pseudonimie "Magister".

Katedra Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ znajdowała się pod szczególną „opieką” rządzącej PZPR.
Kazimierz Buchała, polski prawnik, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor nauk prawnych specjalizujący się w prawie karnym materialnym, to sędzia, adwokat, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Kierownik Katedry Prawa Karnego Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego od 1967 roku, dziekan Wydziału Prawa UJ w latach 1968 – 1972. Od 1970 do 1982 dyrektor Instytutu Prawa Karnego, członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL Wojciechu Jaruzelskim z ramienia PZPR / Wikipedia /.

Dr Filip Musiał w publikacji „Zaufani towarzysze” podaje istotne szczegóły dotyczące Kazimierza Buchały, a tym samym funkcjonowania w tym czasie Katedry Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ. Filip Musiał ur. 1976, dr, politolog, historyk, pracuje w Instytucie Pamięci Narodowej Oddział w Krakowie, sekretarz redakcji “Zeszytów Historycznych WiN-u”, członek Ośrodka Myśli Politycznej. Autor książek: Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie 1946-1955; Polityka czy sprawiedliwość? Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie (1946-1955). Współautor książek: Kościół zraniony. Sprawa księdza Lelity i proces kurii krakowskiej; Komunizm w Polsce; Twarze krakowskiej bezpieki. Obsada stanowisk kierowniczych Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Krakowie. Informator personalny.

„Zaufani towarzysze” / Filip Musiał 19 czerwca 2006 /:

„Od 1943 r., gdy powstawały komórki aparatu bezpieczeństwa przy Gwardii Ludowej, a następnie Wydział Informacji przy wojsku Berlinga, gdy podejmowano decyzję, że trzonem przyszłej bezpieki będą funkcjonariusze wykształceni w szkole NKWD w Kujbyszewie, nie było wątpliwości co do zadań, jakie stoją przed tą formacją. Aparat bezpieczeństwa miał być “zbrojnym ramieniem partii”, “mieczem rewolucji” – zdyscyplinowanym narzędziem służącym najpierw zdobyciu, a następnie utrzymaniu władzy przez komunistyczną mniejszość.
 
Urząd, a po 1956 roku Służba Bezpieczeństwa pełniły funkcje usługowe względem Polskiej Partii Robotniczej, a później Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). W chwilach politycznych przełomów, gdy społeczeństwo otwarcie buntowało się przeciwko wszechobecnemu terrorowi, reprezentowanemu przez funkcjonariuszy UB- SB, członkowie władz PZPR celowo dystansowali się od serwilistycznego względem siebie aparatu. Po raz pierwszy manewr ten zastosowano w czasie “odwilży” 1956 roku. To wówczas nagłośniono tezę o “wyrośnięciu” aparatu bezpieczeństwa ponad aparat partyjny.
 
To kłamliwe twierdzenie miało zdjąć z komunistów ciężar odpowiedzialności za represjonowanie społeczeństwa. Jako rzekomy dowód na jego prawdziwość ukazywano efekty wewnątrzpartyjnej czystki, której ofiarą padł między innymi Władysław Gomułka. W oficjalnych komunikatach pomijano fakt, że również w tym przypadku bezpieka ściśle wykonywała zalecenia partyjnej wierchuszki. Również i dziś teza ta jest powtarzana – aby uchronić od odpowiedzialności za komunistyczne zbrodnie osoby kierujące partią w schyłkowym okresie PRL.
 
Wojciech Jaruzelski – I sekretarz KC PZPR czy Mieczysław Rakowski – premier rządu w końcu lat 80., udając zdumienie faktem, że bezpieka np. inwigilowała Kościół – powtarzają jedynie mechanizm stosowany już wcześniej, np. przez Edwarda Ochaba. Tymczasem to partyjni przywódcy wyznaczali cele działania SB i to oni ponoszą odpowiedzialność za ich kierunek. Na ich biurka spływały raporty i informacje syntetycznie przedstawiające efekty działań wykonywanych przez SB na wyraźne zlecenie politycznego kierownictwa.
 
Oczywiście kolejni szefowie bezpieki wskazywali I sekretarzom obszary, które ich zdaniem stanowiły największe zagrożenie dla sprawujących władzę w Polsce Ludowej, ale to nie do nich należały ostateczne decyzje. Hierarchiczność państwa totalitarnego sprawiała, że to partia była na szczycie piramidy władzy.

Informacja ponad wszystko

Komunizm trwał dzięki ludziom partii. Zastanawiając się nad zagadnieniem agentury, czyli szpicli ukrytych wśród opozycjonistów, nie dostrzegamy, że PRL tworzyli jawnie działający zdrajcy polskiej sprawy. Werbowania członków PZPR na tajnych współpracowników SB zabraniały przepisy, ale to nie oznacza, że nie byli oni użyteczni dla aparatu represji. Zakładano bowiem, że obowiązkiem każdego członka PZPR jest udzielanie pomocy organom “bezpieczeństwa”.
 
Nie było zatem potrzeby pozyskiwania kogoś, kto i tak, zapytany, udzielał informacji. Z perspektywy SB formalny charakter współpracy był kwestią wtórną – podstawową sprawą było to, aby materiały niezbędne do pracy operacyjnej znalazły się na biurku prowadzącego rozpracowanie funkcjonariusza.
 
Obowiązujące przepisy łamano wprost – werbując członków PZPR – lub też je obchodzono, uzyskując od partyjnych donosy, jednak nie werbując ich jako tajnych współpracowników, a utrzymując mniej sformalizowany kontakt operacyjny. Warto raz jeszcze podkreślić, że uzyskanie informacji było ważniejsze od przestrzegania formalnych wymogów. Dlatego np. werbowani nie zawsze pisali zobowiązanie współpracy. Od tego wymogu odstępowano wówczas, gdy sądzono, że może to odstraszyć werbowanego lub zniechęcić go do resortu.
 
Pokój wynajmę…
 
Specyficznym rodzajem tajnego współpracownika był właściciel lokalu kontaktowego (LK). Służba Bezpieczeństwa potrzebowała zakonspirowanych pomieszczeń po to, aby organizować w nich spotkania, które z różnych względów nie mogły się odbywać w budynkach resortu lub w miejscach publicznych. Najczęściej w lokalach kontaktowych spotykano się z agenturą. Pomieszczenie takie musiało sprzyjać konspiracji – obecność pojawiających się tam osób nie mogła wzbudzać podejrzeń, np. sąsiadów. Werbunek właściciela LK podlegał tym samym rygorom, jak w przypadku każdego innego tajnego współpracownika – winien być zatem celowy (a więc dokonywany dla osiągnięcia konkretnej korzyści operacyjnej), a osoba werbowana musiała świadomie zgodzić się na współpracę.
 
Przykładem procedury werbunkowej mogą być działania starszego referenta Sekcji 2 Wydziału II Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie ppor. Jerzego Wołkowicza. W styczniu 1952 roku w raporcie o zatwierdzenie kandydata na werbunek pisał: Kandydat zostanie zawerbowany na podstawie uczuć patriotycznych, gdyż jest aktywnym członkiem PZPR, piastuje funkcję II-go Sekretarza POP przy Izbie Adwokackiej, [jest osobą] o wysokim poziomie politycznym. Warunki materialne kandydata są bardzo dobre, i tym samym w/w odmówiłby przyjęcia jakiegokolwiek wynagrodzenia i czułby się obrażony.
 
Kilka dni później Wołkowicz meldował: W czasie werbunku kandydat zachowywał się spokojnie, wykazując pełne zrozumienie i przywiązanie polityczne do obecnej rzeczywistości, oświadczając że jest człowiekiem, któremu jest droga linia Partii, która prowadzi masy pracujące do Socjalizmu oraz precyzował: werbunek przebiegał od godz. 11.30 do godz. 12.40.
 
…obowiązek obywatelski…
 
Zwerbowanym był krakowski adwokat Maurycy Wiener, członek PPR, a później PZPR. Werbunek przeprowadzono “na uczuciach patriotycznych”, czyli Wiener dobrowolnie zgodził się na współpracę z UB. Lokalowi nadano kryptonim “Janina”. W późniejszych latach został on przejęty przez Wydział IV. Jak uzasadniał w sierpniu 1955 roku funkcjonariusz tego wydziału chor. Kazimierz Prasil, lokal o ile chodzi o względy konspiracyjne to odpowiada takowym, właściciel lokalu chętnie wypożycza go dla celów operacyjnych […] w lokalu tym można odbywać spotkania z większą ilością agentury bez obawy dekonspiracji, gdyż właściciel jest adwokatem i posiada cały szereg klientów.
 
Rok później precyzowano: spotkania w tym lokalu odbywano ze siecią wywodzącą się ze środowiska inteligencji, gdyż został do tego celu zawerbowany. Zaznaczono zarazem, że właściciel lokalu jest pozytywnie ustosunkowany do organów B[ezpie-czeństwa] P[ublicznego] i swoją współpracę traktuje jako obowiązek obywatelski.
 
Choć we własnoręcznie spisanym zobowiązaniu do współpracy Wiener stwierdził: Współpraca moja z organami BP będzie polegać na wypożyczaniu mieszkania – nie ograniczyła się ona do użyczania kancelarii. Wiener pod ps. “Janina” (przejętym od kryptonimu, jaki nadano lokalowi) udzielał funkcjonariuszowi SB Janowi Knapczykowi informacji o środowisku adwokackim, Towarzystwie Żydów w Krakowie (w którego władzach zasiadał) oraz charakteryzował znane sobie osoby. Sporządzał także notatki i opracowania dotyczące krakowskiej adwokatury. Ze swoim oficerem prowadzącym spotykał się w krakowskich kawiarniach i restauracjach: “Europejska”, “Fatima”, “Florianka”, “Literacka”, “Kopciuszek”, “Noworolski”, “Sportowa”, “Wierzynek”, “Zamkowa”.
 
…gotów wykonać każde zadanie…

W listopadzie 1960 roku Knapczyk raportował, że Wiener dla nas jest gotów wykonać każde zadanie czy inne świadczenia. Dodawał przy tym, że dotychczas wynagradzano właściciela upominkami co pewien okres czasu, natomiast gospodyni płacono w zależności od częstości spotkań od 200 do 300 zł miesięcznie za sprzątanie i mycie naczyń po kawie.
 

W 1966 roku w związku z sytuacją rodzinną, komplikującą wykorzystanie LK i grożącą dekonspiracją, funkcjonariusze SB zdecydowali zakończyć trwającą 15 lat współpracę, ale jednocześnie Knapczyk zaznaczył: Z właścicielem podtrzymać kontakt służbowy – gdyż ma ciekawe kontakty w środowisku prawniczym. W obowiązującej wówczas instrukcji o pracy operacyjnej zaznaczono, że zadania służby bezpieczeństwa na pewnych odcinkach dyktują konieczność utrzymywania kontaktów z tymi, którzy z racji zajmowanego stanowiska zawodowego posiadają w zasadzie obowiązek meldowania o przejawach działalności przestępczej, jakie zdarzyłyby się na odcinku ich pracy.
 
Dopiero wydarzenia 1968 roku sprawiły, że Wiener przestał być wykorzystywany operacyjnie, a zaczęto zbierać na niego materiały. Jeszcze w październiku 1970 r. starszy inspektor Wydziału III kpt. Ludwik Kurach pisał: Zajmuje postawę proizraelską, reprezentuje dwulojalność. Zmiana priorytetów w polityce międzynarodowej prowadzonej przez ZSRR wpłynęła na zmianę polityki wewnętrznej w PRL, a efektem tego była inwigilacja członka PZPR dotychczas uznawanego za lojalnego wobec systemu i zapewniającego wartościowe donosy.
 
LK “Magister”
 
Również inny znany krakowski adwokat i członek PZPR został zwerbowany w charakterze właściciela lokalu kontaktowego.
 
W 1958 roku funkcjonariusze Inspektoratu Departamentu I SB w Krakowie pozyskali w charakterze “punktu adresowego” Kazimierza Buchałę. Na jego adres przychodziła konspiracyjna korespondencja wywiadu SB. Jak podkreślał w sierpniu 1961 roku starszy oficer operacyjny Wydziału III kpt. Faltus, w 1959 r. zrezygnowano z wymienionego ze względów nieodpowiadających w dalszym ciągu Departamentowi I MSW.
 
Faltus pragnął jednak nawiązać kontakt z Buchałą – wówczas asystentem na Wydziale Prawa UJ, aby go wykorzystać do rozpracowania prof. Adama Vetulaniego – w tym czasie kierownika Katedry Historii Państwa i Prawa Polskiego na tym samym wydziale. Działania funkcjonariusza SB były zgodne z obowiązującą od lipca 1960 r. “Instrukcją o podstawowych środkach i formach pracy operacyjnej SB”. Zapisano w niej, że w pewnych wypadkach natrafimy na ludzi, którzy dawniej związani byli ściślejszą współpracą ze Służbą Bezpieczeństwa. O ile mamy o nich dobrą opinię, należy wykorzystać ich możliwości.
 
Faltus spotkał się z Buchałą po raz pierwszy 31 sierpnia 1961 roku. Już wówczas przyszły dziekan Wydziału Prawa scharakteryzował swych kolegów, dzieląc pracowników wydziału na “grupę katolicką” oraz “grupę materialistów”. Faltus po spotkaniu zanotował: Ponieważ w rozmowie wykazał się chętny do przekazywania wiadomych mu okoliczności zaproponowałem mu czy mógłby nam udzielić pomocy w rozeznaniu tego środowiska, w którym przebywa, a widzi, że osoby te postępują niewłaściwie. Wyraził swe chęci i w większym stopniu jak do tej pory zwróci na nie uwagę. Uzgodniono, że po jakimś czasie przedzwonimy do niego i umówi się kolejne spotkanie, na co wyraził zgodę.
 
Bliski przyjaciel
 
W lutym 1962 roku Buchałę przejął od Faltusa kpt. Józef Mielecki. Klasyfikowany w dokumentacji operacyjnej jako b. t.w. (były tajny współpracownik) Buchała udzielał informacji na temat “grupy katolików” z Wydziału Prawa UJ. Wykorzystywano je w prowadzonej od 1959 roku sprawie krypt. “Wenecja” – wymierzonej przeciwko krakowskim uczonym, których SB podejrzewała o kontakty z emigracyjnym Polskim Stronnictwem Ludowym i prof. Stanisławem Kotem.
 
Od maja 1962 r. “Magister” przekazywał również Mieleckiemu informacje o środowisku adwokackim. Mielecki podkreślał lojalność donosiciela wobec SB pisząc, że pytany o jednego z aplikantów źródło “Magister” oświadczył, że ob. Dyka Zbigniew to jego bliski przyjaciel i może go dokładnie scharakteryzować.
 
W przypadku Buchały formalizacja współpracy nie była potrzebna – Mielecki i bez tego uzyskiwał od niego niezbędne do działań operacyjnych informacje.
 
Łączność “Magistra” z Mieleckim z różnym natężeniem spotkań utrzymywała się z pewnością do marca 1971 roku. W związku ze zmianami w języku operacyjnym SB od 1967 roku w dokumentach operacyjnych klasyfikowano go jako pomoc obywatelską (po), od 1969 r. jako kontakt poufny (k.p.), a od 1970 roku jako kontakt operacyjny (k.o.). Pisano już zatem o spotkaniach nie z b. t.w. “Magister”, ale z po, k.p., a później k.o. “KB”.
 
Od końca lat 60. ówczesny dziekan Rady Adwokackiej w Krakowie przekazywał informacje dotyczące głównie krakowskich adwokatów. Według notatki służbowej z października 1968 roku na przedstawionej mu liście literą “Ż” oznaczał adwokatów pochodzenia żydowskiego. Z końcem 1969 roku udzielał SB pomocy w dostaniu się do pomieszczeń Zespołu Adwokackiego nr 4 – co wiązało się z prowadzoną inwigilacją adwokata Kazimierza Ostrowskiego.
Jest oczywistością, że nazwiska tajnych współpracowników, którzy dotąd uchodzili za działaczy opozycji, wzbudzają medialne zainteresowanie. Jednocześnie jednak nie można zapominać, że to działacze partyjni tworzyli komunistyczną dyktaturę i w rozmaity sposób byli wykorzystywani dla wzmocnienia systemu – także w roli jawnych lub tajnych konfidentów.
 
Tekst ukazał się w książce Polska konfidencka (Kraków 2006) w serii Instytutu Pamięci Narodowej i Ośrodka Myśli Politycznej „Z archiwów bezpieki – nieznane karty PRL”.
 
Pierwodruk: F. Musiał, Zaufani towarzysze, “Dziennik Polski”, 29 VII 2005.
 
Pierwszą w historii kontrolę w trybie nadzwyczajnym na Uniwersytecie Jagiellońskim Wydział Historii usiłowało przeprowadzić Ministerstwo Nauki w kwietniu 2009 roku. Minister Barbara Kudrycka wystosowała prośbę do Państwowej Komisji Akredytacyjnej o przeprowadzenie kontroli uczelni w trybie nadzwyczajnym „w związku z nieprawidłowościami metodologicznymi w procedurze przygotowania, zrecenzowania i obrony pracy magisterskiej pana Pawła Zyzaka na Wydziale Historii UJ /„Lech Wałęsa – idea i historia” /, ujawnionymi w artykułach prasowych i szerokiej debacie publicznej”.
 
Uniwersytet Jagielloński po raz kolejny usiłowano zniszczyć poprzez uchylenie obronionej już pracy magisterskiej na Wydziale Historii.


Aleksander Szumański