header4.jpg

PRAWDA O NOBLIŚCIE

 

Równocześnie z powstaniem „Solidarności”, w 1980 roku Czesław Miłosz otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Przyznanie temu poecie literackiej Nagrody Nobla przyjęte zostało radośnie w dobie narodowego sprzeciwu wobec komunistycznego reżimu, a Miłosz traktowany był jako symbol antyreżimowego buntu.

Owa radość z miłoszowego Nobla nie trwała zbyt długo, bowiem stopniowo zaczęły ukazywać się na rynku wydawniczym w kraju emigracyjne utwory tego poety, a ich treść wręcz zaszokowała polskiego czytelnika, gdyż prawie każda jego książka była brutalnym paszkwilem i złośliwą dyskwalifikacją polskiej kultury.

Okazało się, iż Miłosz nie jest jednym z nas, lecz wynarodowionym kosmopolitą, człowiekiem obcym, zewnętrznym i wręcz wrogim całemu naszemu dziedzictwu narodowemu, historycznemu i kulturowemu, a pasją jego twórczości literackiej stało się obrzucanie Polaków inwektywami, utworami pełnymi złowrogiego jadu – cykutą podawaną z cynizmem wszystkiemu co polskie.

W każdej księgarni w Polsce półki zawalone są paszkwilancką twórczością noblisty Miłosza, wymierzoną w Polskę.

„Historia literatury polskiej” autorstwa noblisty stała się podręcznikiem zalecanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej jako książka pomocnicza do nauki języka polskiego w szkołach ponadpodstawowych. Ubolewać należy , iż pracownicy naukowi, przygotowujący do polskiego wydania ów podręcznik /Kraków 1993/ nie wyeliminowali wielu zawartych partackich spłyceń w ocenach twórczości naszych pisarzy.” – podaje prof. Jan Majda / „Wisława Szymborska, Karol Wojtyła, Czesław Miłosz „/ 2002 /. Warto nadmienić, iż wspomniana publikacja prof. Jana Majdy – w całości została sfinansowana przez Instytut Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Opinie naukowców – historyków literatury i krytyków literackich w większości są zgodne ; przytoczę najistotniejsze z nich:

Prof. Bożena Chrząstowska w swojej książce „Poezje Czesława Miłosza” -1992 przytacza kilka antypolskich wypowiedzi noblisty by stwierdzić:

„…laureat Nobla przyjmowany jest w kraju jako pisarz narodowy, a z tym pojęciem wiąże się polskość, ze wszystkimi tradycyjnymi uwarunkowaniami, jak katolickość, jak wpół odczuwanie wszystkich narodowych tragedii, jak obywatelskość i społeczno – polityczne zatroskanie o losy narodu. W esejach… Miłosz jest w ciągłym konflikcie z polskością”.

Prof. Aleksander Fiut w książce „ Moment wieczny „ jak i Prof. Bożena Chrząstowska cytują Miłosza: „Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, nie mieszkam w Polsce, ale piszę po polsku… przyznaję się: na polskość jestem alergiczny.

Prof. Jacek Trznadel stwierdza : „W Paryżu, po nastaniu stanu wojennego, jak sam słyszałem, Miłosz przedstawiał się w radiu francuskim jako Litwin piszący po polsku”.

I dalej Prof. Aleksander Fiut stwierdza: „Miłosz… oskarża tyleż naród, co jego język… widać u niego sprzeczność pomiędzy miejscem urodzenia, a kulturą przynależnościową, językiem, i etnicznym pochodzeniem …”

„Miłoszowy spór z narodem, polskością, będzie nieustannie i na stałe wplątany w historyczne i literackie konteksty.

Prof. Jacek Trznadel w naukowym studium pt. „Miłosz – lewy profil” omawia niektóre antypolskie wypowiedzi tego noblisty rozsiane w jego książkach. Autor tego studium przytacza liczne wypowiedzi Miłosza pełne nienawiści do naszej międzywojennej II Rzeczypospolitej, a w czasie okupacji do Państwa Podziemnego, AK i polskiego rządu londyńskiego. Widać u tego poety niechęć nawet do Polski po 1989 roku.                

Prokomunistyczne stanowisko ujawnił Miłosz już w Wilnie w latach trzydziestych, pisząc lewicowe artykuły, gloryfikujące komunistyczny radziecki kraj:

„Jest pod bokiem najciekawszy kraj świata – ZSRR”- pisał i wygłaszał w podobnym duchu pogadanki w wileńskim radiu, za co go wydalono z pracy.

Również Prof. Marian Stępień, też w naukowym studium pt.”Powojenne dysharmonie moralne Czesława Miłosza” omawia „komunistyczne balansowanie tego poety”.

Oszczerstwem wobec Polaków nazwał Prof. Stanisław Trepka wiersz Miłosza „Campo di Fiori”, w którym ten poeta szydzi z nas, że podczas okupacji, gdy Niemcy mordowali Żydów w getcie warszawskim, to Polacy beztrosko, przy muzyce bawili się na karuzeli obok getta. Trepka podaje fakty i to liczne, że sytuacja wyglądała odwrotnie niż podaje Miłosz, bo chociaż karuzela należała do folksdojcza, to w czasie walk w getcie była nieczynna, a opór zbrojny getta był możliwy dzięki zaopatrzeniu w broń przez polskie podziemie.

Tysiące Żydów uciekających z getta uratowali Polacy, narażając życie własne i rodzin. Prawdę tę potwierdzają opracowania naukowe o okupacyjnej Warszawie Tomasza Szaroty. „Campo di Fiori” napisał Miłosz w Wielkanoc 1943 roku w Warszawie, a więc na początku powstania w getcie warszawskim, poświadczył oto nieprawdę, szkalującą nasz naród. Czyżby ów wiersz nie dał początku niewybrednym atakom na Polskę i Polaków ?

Prof. Andrzej Romanowski pisze: „Miłosz nie jest – i nigdy nie był„ polski „ …Litwin polskojęzyczny„. Podobną opinię wyraża Prof. Teresa Walas, Prof. Elżbieta Morawiec, a nawet dotychczasowy gloryfikator Miłosza prof. Jan Błoński.

Nie tylko historycy literatury posiadają jednoznaczny stosunek do antypolskiej twórczości Miłosza, ale również i pisarze.

Jan Józef Szczepański w opowiadaniu pod znamienitym tytułem „Koniec legendy" opisał autentyczną imprezę sylwestrową, która odbyła się w dworku Jerzego Turowicza w Goszycach, w czasie której Miłosz stwierdził: ... walka Polaków z ludobójczym hitleryzmem to „nieprawdopodobna wprost manifestacja głupoty„.

Melchior Wańkowicz zarzucił Miłoszowi po roku 1946, że praca dyplomatyczna to „podpieranie nazwiskiem literackim niewolnictwa własnego narodu„. Podobnie wyraził się Jan Lechoń.

Zbigniew Herbert w wywiadzie na łamach tygodnika „Solidarność„ w 1994 roku powiedział o Miłoszu: „…Było to w 1969 roku.
Powiedział mi Miłosz – na trzeźwo – że trzeba przyłączyć Polskę do ZSRR. Ja na to: Czesiu , weźmy lepiej zimny tusz i chodźmy na drinka, myślałem że to żart, lub prowokacja. Lecz gdy powtórzył to na kolacji, gdzie byli Amerykanie, wstałem i wygarnąłem: takich rzeczy nie można mówić nawet żartem”.

Prof. Jan Majda /Instytut Polonistyki U.J./ podaje :

„…te wszystkie …Miłosza paszkwilanckie oceny polskości doprowadzały go nieraz do patologicznych stanów duchowych , kiedy to marzył o totalnym zniszczeniu Polski / Rodzinna Europa / ”. „ …nad tym właśnie kawałkiem Europy ciąży przekleństwo , że nie ma żadnej rady . I być może gdyby mi dano sposób wysadziłbym ten kraj w powietrze…”. To zbrodnicze marzenie Czesława Miłosza / Jan Majda „ Wisława Szymborska , Karol Wojtyła , Czesław Miłosz „  - 2002 / .

Oczywiście apologeci Czesława Miłosza będą w dalszym ciągu uprawiali i umacniali kult „ polskiego „ noblisty i zapewne pominą milczeniem już całkiem bezpośrednie jego zwierzenia:
„nieszczęsnych Polaków umiejących myśleć tylko politycznie mam w dupie„ / „Zaraz po wojnie„ 1998 /, a nieco wcześniej  / „Rodzinna Europa„ 1990 / prowadził wewnętrzny dyskurs:
…”czy Polacy nie są podobni do homoseksualistów ? Cechuje Polaków lekkomyślność, pijaństwo , brak talentu …” a rozmyślania kwituje zdaniem , które już kiedyś słyszałem , być może nie po polsku:
„…Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził…” / ”Prywatne obowiązki„ – 1990 / „Chłopi” - Władysława Reymonta to horror, „Quo vadis„ to płycenie Rzymu – zdaniem noblisty – Sienkiewicz nie był pisarzem wysokiej klasy.

Szydzi Milosz z polskich pisarzy – „…Tuwim to błazen …„ , Słowackiego utwory są koślawe i nieudolne jak „Lilla Weneda„ , „…proza filozoficzna Słowackiego robi wrażenie majaczeń w gorączce„…, „… Słowacki dłuższy czas mnie śmieszył…„ , „…Norwid to nacjonalista…” , „…brzydzę się romantyzmem…” , „…romantyzm to zaraza…” , „…Wielka Improwizacja – to objaw tak dalece posuniętej pychy , że zasługuje na miano diabelskiej”… , „…mickiewiczowska III część „ Dziadów „ i „ Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego „ – „ to najokropniejsze herezje mesjanizmu „ , „ Pan Tadeusz „ – „…żeby go kochać nie zasługuje i jest opowieścią z dość głupawą akcją „… , „ …w całej swojej filozofii Mickiewicz przegrał „… , historyczne zwycięstwo pod Grunwaldem to „…plugawy nonsens”… , uchwalenie Konstytucji 3 Maja „…ułożonej przez masonów…” , „…przecież ten okropny Piłsudski i jego legioniści , to był spisek masonów…” etc. Nie sposób w krótkiej publikacji wyliczyć inne jeszcze lżenia narodu polskiego.

Miłosz kpi jeszcze z mowy polskiej w wierszu „Moja wierna mowo„

„…Bo ty jesteś mową upodlonych
mową nierozumnych i nienawidzących
siebie bardziej niż innych narodów
mową konfidentów
mową pomieszanych
chorych na własną nienawiść…”


Noblista drwi również z polskiego katolicyzmu i religijnych świętości. W „Traktacie teologicznym" / 2002 / pisze m.in.
"…przychodzę z kraju gdzie Twoje sanktuaria służą umacnianiu narodowej ułudy i uciekaniu się pod Twoją obronę , pogańskiej bogini , przed najazdem nieprzyjaciela…” Już we wstępie do owego „Traktatu teologicznego„ Czesław Miłosz wyznaje iż : „Mój poemat próbuje ratować Mickiewicza przed banalizacją która na nim narosła…”

Następnie salonowy red. nacz. ”Tygodnika Powszechnego„ ks. Adam Boniecki w „Spokojnych słowach mędrca” odnosi się do religijnej arogancji noblisty wręcz w hołdzie, nawiązując w swym wstępie do apologetycznego tytułu , ni przypiął ni przyłatał powołując się m.in. na Mistrza z Nazaretu i Jego nauki. Rozpędzony w uwielbieniu noblisty ksiądz Boniecki już całkiem beztrosko pisze , iż „ Miłosz nie dba o to jak go osadzą bliźni , czy go zrozumieją , czy się zbudują , czy zgorszą…”.

Następnie ks. Boniecki już bezpośrednio domaga się zrozumienia „Traktatu…” : „ ale bez zrozumienia będziemy pisać traktaty po łacinie dla wieśniaków w baranich kożuchach./ „Magazyn Kulturalny Tygodnika Powszechnego” nr 11/12 Kraków 25 listopada 2001 /
O naruszeniu kultu maryjnego w Polsce i zbezczeszczeniu przez Miłosza Matki Boskiej ks. Adam Boniecki w „Spokojnych słowach mędrca „ nie wspomniał.

Ja zrozumiałem, chociaż nie jestem wieśniakiem, nie posiadam baraniego kożucha, nie znam łaciny, ale znam nieźle język polski.

Natomiast ks. Adam Boniecki w „Spokojnych słowach mędrca” nie określił precyzyjnie kto jest mędrcem. Wyszło więc na bezbożne mędrkowanie Ks. Adam Boniecki jako wieloletni współredaktor „ Gazety Wyborczej” zasłynął jeszcze z przyznawania różnym osobom szczególnych odznaczeń nie posiadając ku temu najmniejszych uprawnień. Oto: w 1789 r. ustanowiono w Rosji wojskowy Krzyż i Medal Św. Jerzego /4 klasy /.

W Anglii Order Św. Jerzego ustanowiony został w 1807 r. dla polityków, dyplomatów i dowódców.  Istnieje również prestiżowe brytyjskie Królewskie Towarzystwo Św. Jerzego z siedzibą w Londynie. Polska takiego odznaczenia nigdy nie posiadała i nie posiada. W ostatnim czasie „Tygodnik Powszechny” / niskonakładowe pismo liberalno-lewicowe ukazujące się w Krakowie / przyznał Adamowi Michnikowi, oraz abpa Józefowi Życińskiemu - Wielkiemu Kanclerzowi Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – Medal Św. Jerzego.

Ów medal ks. Adam Boniecki przyznał również rozmaitym osobom, kilku weteranom lewicy i znanym powszechnie „różowym”, których pragnął w ten sposób uhonorować. Wyróżnieni pasowani na „rycerzy”, laureaci mieli zasłużyć się m.in. w zwalczaniu „ksenofobii, rasizmu i antysemityzmu” / ale nie antypolonizmu / oraz propagowaniu tolerancji i dialogu.

I tu powstaje problem. Dlaczego pismo, prezentowane nie wiadomo w jakiej intencji jako katolickie , będące de facto organem lewicy laickiej podejmuje godny pożałowania wybryk. Bowiem dekoracja owa nie zasługuje nawet na przypadkowe utożsamianie z tradycją , pamięcią , rangą i znaczeniem autentycznych odznaczeń Św. Jerzego. Medal Św. Jerzego nie istnieje w prawodawstwie polskim, a więc nie uzyskał akceptacji Sejmu i odpowiednich agend rządowych. „Tygodnik Powszechny” zapisał się więc precedensem bezprawia ośmieszającym nasz kraj.

Zapewne niedługo redaktorzy „Gazety Wyborczej", „Polityki”, „Nie”, lub „Trybuny”, będą odznaczać się wzajemnie pod znanym hasłem : „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się„

Polski Nobel Literacki przyznany Czesławowi Miłoszowi w 1980 roku okazał się spektakularnym pociągnięciem politycznym wymierzonym w rację stanu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i z biegiem czasu okazał się pociągnięciem całkowicie chybionym.

Emigracja Miłosza w 1951 r. nie była jego politycznym azylem – takiego nie potrzebował. Była bowiem jego świadomym wyborem literackim zmierzającym do sukcesu , o którym w kraju nie mógł nawet marzyć.

Jest bowiem rzeczą oczywistą, iż jego pióro w kraju nie byłoby złotym Watermanem, przy takich gigantach poezji jak Leopold Staff, Julian Tuwim, Jan Lechoń, Zbigniew Herbert , Kazimierz Wierzyński, Konstanty Ildefons Gałczyński, czy Jarosław Iwaszkiewicz.                           

I tymi właśnie poetami „…lepiej grodzić płoty…” jak wyznaje Miłosz wznoszonym w 1949 r. toaście /„Toast”/ z dalekiego Waszyngtonu nie opuszczając strof antypolskich :

„…W Bazylei nie lubią Polaków, jak mówią złodziei…”

Ten prawnik z wykształcenia, autokreowany na profesora literatury, ex cathedra , raz w todze prokuratora , raz z pozycji profesora literatury, nie znając podstawowych zasad jej wartościowania lży to co nam najświętsze.

                                                                                                       Aleksander Szumański
                                                                                 

                                                                                                                       Kurier Codzienny Chicago grudzień 2002