foto1
Kraków - Sukiennice
foto1
Lwów - Wzgórza Wuleckie
foto1
Kraków - widok Wawelu od strony Wisły
foto1
Lwów - widok z Kopca Unii Lubelskiej
foto1
Lwów - panorama
Aleksander Szumański, rocznik 1931. Urodzony we Lwowie. Ojciec docent medycyny zamordowany przez hitlerowców w akcji Nachtigall we Lwowie, matka filolog polski. Debiut wierszem w 1941 roku w Radiu Lwów. Ukończony Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Dyplom mgr inż. budownictwa lądowego. Dziennikarz, publicysta światowej prasy polonijnej, zatrudniony w chicagowskim "Kurierze Codziennym". Czytaj więcej

Aleksander Szumanski

Lwowianin czasowo mieszkający w Krakowie

       Aleksander Szumański
Korespondencja z Jedwabnego

Błagalny Komorowski - Mazowiecki z rabinami w tle

„Rzeczpospolita” z dnia 11 lipca 2011 zamieszcza fotografię trzech modlących się rabinów ilustrującą tekst „Prezydent prosi o wybaczenie za Jedwabne”. Tekst modlitewno – błagalny ukazuje się w dniu 11 lipca 2011 roku,   jako nieuznany przez Sejm „11 LIPCA DNIEM PAMIĘCI MĘCZEŃSTWA KRESOWIAN”. Cała Polska czci tę wschodnią Golgotę, z wyłączeniem prezydenta Rzeczypospolitej Bronisława Komorowskiego, b. premiera Tadeusza Mazowieckiego, rabina Polski Michaela  Schudricha, dwóch rabinów incognito, oraz biskupa Mieczysława Cisło z Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem Episkopatu Polski, którzy błagają o wybaczenie za Jedwabne . Panowie rabini biorący udział w modlitewno – błagalnej uroczystości zapomnieli, łącznie z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim i przedstawicielem Episkopatu Polski, iż ofiarami morderców ukraińskich nacjonalistów OUN – UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej byli nie tylko Polacy, ale też i obywatele polscy narodowości żydowskiej. Nie bardzo rozumiem więc ideę zawartą w tytule „RZ” kogo pan prezydent prosi o wybaczenie i za co. Jeżeli czyni to w imieniu Narodu Polskiego, to jako członek tego Narodu protestuję, ponieważ ani mi się śni nikogo przepraszać. To ja oczekuję przeprosin od  prezydenta RP Bronisława Komorowskiego,  / jeżeli je przyjmę / za nieuznanie „11 LIPCA DNIEM PAMIĘCI MĘCZEŃSTWA KRESOWIAN” i planowane modlitwy wspólnie z wrogim Rzeczpospolitej prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem, jako, że Administracja prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i Kancelaria Prezydenta Bronisława Komorowskiego, będą wspólnie upamiętniać ofiary zbrodni dokonanej na Polakach przez OUN – UPA w Ostrówkach na Wołyniu i   banderowców, którzy ponieśli śmierć we wsi Sahryń na lubelszczyźnie. To historyk Komorowski nie rozróżnia Ostrówek od Sahrynia, oddziela Kołymę od obozów zagłady. Likwidując 11 Lipca Dzień Męczeństwa Polaków na Kresach i jadąc z Janukowyczem dla odprawiania hołdów banderowcom Sejm RP , prezydent, Schetyna, darują już, iż wołyńskich Polaków rąbano siekierami, przecinano na pół piłami, rozpruwano brzuchy, wydłubywano oczy, wrzucano do studzien, bito aż do zabicia, krzyżowano na otwartych drzwiach, gwałcono i obcinano genitalia, nie mówiąc o masowych rabunkach.  Dzieci patrzyły na kaźń rodziców, rodzice na mękę swoich dzieci, a prezydent Bronisław Komorowski jedzie do Sachrynia pokłonić się zbirom, zwyrodnialcom i katom Narodu Polskiego. Ja nie chcę takiego „poprawnego politycznie” prezydenta, nieuznającego, iż  mój ojciec również został zamordowany, ale  pragnę jedynie prawdy, prawdy i nic więcej, a prezydent Polski niszczy Krzyż Pański pod swoją siedzibą, , czyniąc z Polski przedmurze mongolskie, a nie chrześcijaństwa,  nasyła współczesne ZOMO do pałowania i gazowania pieprzowego „oszołomów” broniących Krzyża, symbolu pamięci o zmarłym prezydencie Lechu Kaczyńskim, który jako jedyny z polskiego establishmentu, u stóp Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze powiedział o Wołyniu – ludobójstwo. Dlatego wyzywano Lecha Kaczyńskiego najczarniejszą sotnią, plugastwami, przez Palikotów, Dziurawych Stefanów i innych łobuzów, drani i łajdaków, przyjaciół miłościwie nam panujących.

 Donald Tusk tak mówi o sobie: " Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło - ponuro - śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać. Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski - tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem".

A polskie prawo, a no nic, tylko jednego kaczora zaliczyć do  ginących dinozaurów, dorżniętej watahy, żalu o słabe umiejętności snajpera w Gruzji / „jaki zamach taki prezydent” – cyt. Komorowski  /,  następnego kaczora do psychuszki i następny krzyż zbezcześcić po sowiecku na szczycie Polski tatrzańskich Rysach, po leninowsku, stalinowsku, w imieniu towarzyszy - Róży Luksemburg i  Włodzimierza Lenina rodem z „Krakowa” / miesięcznik – patrz wyznania tow. Michnika w numerze Boże Narodzenie 2009 nr 12 „Krakowa”– „Lenin był rewolucjonistą, który kochał wolność, ale miała to być wolność dla zwolenników rewolucji, dla przyjaciół rewolucji w leninowskim rozumieniu tego słowa. Róża Luksemburg pisała polemicznie… wolność jest zawsze wolnością dla inaczej myślącego”.
 Pomagierów modlitewnych / para Komorowski Mazowiecki / mają ci towarzysze w osobach wskazanych na fotografii modlitewnych trzech rabinów i znanego rządowego erudytę „prof.” Władysława Bartoszewskiego zwanego bydłoszewskim , niestety w dalszym ciągu „autorytetu” „profesora” w krakowskim „Dzienniku Polskim” / 11 lipca 2011 r  /i w pobratymczej „GW”. Mówi Bartoszewski:
„mordu w Jedwabnem nikt nikomu nie nakazał, choć był chętnie widziany…za mord odpowiadają jego sprawcy, ale ci którzy są z nimi związani nie mogą być zwolnieni z odpowiedzialności moralnej za ofiary, bo nie możemy mieć luksusu spokoju…” Jan Tomasz Gross wraz z „Sąsiadami” może więc już być zadowolony z wczorajszej uroczystości w Jedwabnem, oraz z komentarzy medialnych / „Rzeczpospolita”z 11 07 2011, oraz „Dziennik Polski” z 11 07 2011 /  z udziałem swoich pobratymców w talmudzie. Uroczystość wczorajsza odbyła się wyłącznie w hołdzie dla niego i dla jego antypolskich ekscesów. Zapewne  Gross z Grossową, zachęceni hołdami rabinackimi, Episkopatu Polski, prezydenta RP i „pierwszego nie komunistycznego” premiera RP Tadeusza Mazowieckiego napiszą nowe dzieła, na przykład o dokonanych przez Polaków mordach na Żydach  w celach rabunkowych w polskim Berlinie, we Lwowie, Krakowie, czy w Kielcach. Jako „pierwszy nie komunistyczny premier” Tadeusz Mazowiecki „wsławił się” nasłaniem oddziałów ORMO, ZOMO i MO na pomoc ubecji w Nowej Hucie dla obrony opluwanego pomnika arystokraty i założyciela tego miasta i kombinatu towarzysza Włodzimierza Lenina. Że przy okazji kogoś pobito, spałowano i „zadrutowano”, to przecież władzy ludowej ciąg dalszy z HGW w tle. Nic nowego.

Nie spotkałem w Jedwabnem Henryka Woźniakowskiego wydawcę „Znaku”, który przy okazji innego paszkwilu na Polskę – „Strachu” Jana Tomasza Grossa napisał w przedmowie:

„…podczas okupacji miały miejsce zbrodnie na Żydach dokonywane przez Polaków…”
„…chroniący Żydów nieraz już po wojnie spotykali się ze społecznym ostracyzmem i ukrywali swoje czyny…”
„Strach” – antysemityzm w Polsce  tuż po wojnie”.

Pierwszy atak terrorystyczny Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” na Polskę okazał się całkowitym niewypałem, tak merytorycznym jak i prawnym.

Postępowanie przygotowawcze w tej sprawie prowadził Instytut Pamięci Narodowej Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku 15-637 Białystok, ul Warsztatowa 1A.

Postępowanie przygotowawcze zostało zakończone -  Postanowieniem o umorzeniu śledztwa wydanym w Białymstoku, dnia 30 czerwca 2003 r:

„Prokurator Radosław J. Ignatiew – Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu działając w sprawie wzięcia udziału w dokonaniu zabójstw obywateli polskich narodowości żydowskiej w dniu 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem, tj. o czyn art.1 pkt. 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944  na podstawie art.322& 1 kpk postanowił umorzyć śledztwo w sprawie wzięcia, w dniu 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem, powiat Łomża, b. woj. Białostockie, udziału w dokonaniu masowego zabójstwa nie mniej niż 340 obywateli polskich narodowości żydowskiej, których po uprzednim zgromadzeniu na rynku miejskim, dozorowaniu, doprowadzono następnie w okolice wiejskiej stodoły, gdzie grupę co najmniej 40 osób zabito w nieustalony sposób, a grupę co najmniej 300 osób płci obojga w różnym wieku po zamknięciu we wnętrzu wzmiankowanej stodoły, spalono żywcem, przy czym dokonano uprzednio także pojedynczych zabójstw w bliżej nie ustalonych okolicznościach, a sprawcy dokonali czynu, idąc na rękę władzy państwa niemieckiego, tj. o czyn z ar, 1 pkt. 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego – wobec nie wykrycia sprawców czynu.

Dalej następuje szerokie wielostronicowe  uzasadnienie z którego precyzyjnie wynika, iż sprawców tego czynu nie wykryto.

Wszelkie komentarze, opinie, porady, opisy, źródła, dane z Wikipedii również i obcych np. niemieckiej, artykuły, znawstwa medialne, konferencje, udowadniania, porównywania, wywiady, opinie do uzasadnienia Postanowienia białostockiego Oddziału Instytutu Pamięci, wyroki rodem z bierutowskich „sądów”, przyznawania się do winy sprawców, potem odwoływanie zeznań, tortury sprawców, etc. nie posiadają żadnej legitymacji prawnej, a tym samym prawnej wartości źródłowej i dowodowej  w zestawieniu z „Postanowieniem o umorzeniu postępowania z powodu nie wykrycia sprawców” wydanym przez białostocki Oddział Instytutu Pamięci Narodowej z dnia 30 czerwca 2003 r.

Adwersarze tego „Postanowienia o umorzeniu śledztwa z powodu nie wykrycia sprawców” podają jako źródło grafomańską i antypolską książkę Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” wydaną w 2001 roku, a więc przed umorzeniem postępowania.

Tak więc sprawa „Jedwabnego” została umorzona, a kolejni prezydenci RP, najpierw Kwaśniewski 10 lat temu, a na bieżąco  Komorowski z rabinami i Episkopatem Polski  „błagają o przebaczenie”, wystawiając się na pośmiewisko i upokarzając Naród, jako antysemickich morderców. W obchodach tej błagalno - modlitewnej manipulacji rabinacko - prezydenckiej nie uczestniczyły ani władze miasta, ani mieszkańcy Jedwabnego, zapewne dla pełnego komfortu polskiej prezydencji w UE.

A „Rzeczpospolita”  pomieszczony na wstępie tekst kończy : „według ustaleń śledztwa IPN 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem grupa Polaków z inspiracji Niemców zamordowała ponad 300 swoich żydowskich sąsiadów” - podpis –js, pap

Te doniesienia medialne opierające się na rzekomych ustaleniach Instytutu Pamięci Narodowej, wbrew cytowanym, należy zaliczyć do kolejnego antypolskiego kłamstwa wymierzonego przeciwko Narodowi Polskiemu i polskiej racji stanu. „Ustalenia” owe należy porównać do pierwszego kłamstwa katyńskiego „Komisji Specjalnej do ustalenia i zbadania okoliczności rozstrzelania przez niemieckich najeźdźców faszystowskich w lesie Katyńskim oficerów polskich” t.zw. Komisji Burdenki ustalonej w Smoleńsku 24 stycznia 1944 r.
 Pałeczkę od Burdenki w sprawie mordu w Jedwabnem w 2001 roku przejął wspólnie z „Sąsiadami” Grossa,  Kwaśniewski, a sztafetę w 2011 roku kontynuuje  Komorowski, Mazowiecki wspólnie i w porozumieniu z Janem Tomaszem Grossem i Ireną Grossową, ze „Złotymi Żniwami” w tle.

Dzieje każdego narodu toczą się zwykle wokół pewnych wydarzeń, postaci, mających niejednokrotnie charakter symbolu i reprezentujących sobą wielowiekową świętość – tradycję. Obecnie tragedię narodową stanowi bezkompromisowa grupa osób gwałcąca i profanująca święte symbole i postaci. Świętości narodowe nie są bowiem wartościami zmiennymi, stanowią wartość stałą i nie mogą być szargane na oczach całego narodu. Rządzący przyjęli bezkompromisową walkę z narodem, używając kłamstwa jako broni. Świętościami naszymi szargali już wielokrotnie nasi wrogowie, chcący zawładnąć również i naszymi umysłami. W ostatniej dobie czynili to hitlerowcy i bolszewicy. Dzisiaj wytworzył się wrogi Polsce, jej tradycji, kulturze, historii, dziedzictwu narodowemu i kulturowemu prąd nazywany „poprawnością polityczną”. W imię tych poglądów niszczy się patriotyzm nazywając go przez „GW” rasizmem, chrześcijaństwem i jej symbolem Krzyżem Pańskim się poniewiera, używając do tych złowieszczych celów bandy łobuzów z HGW, rozmaitych Tol – matołków rodem z Kornela Makuszyńskiego, kastrujących pedofilów, likwidujących polskie stocznie,  pod przewodem kucharzy – zboczeńców – morderców internetowych dominików tarasów, kiboli, nie kiboli, kumpli hien cmentarnych, kumpli różnych durnowatych sędziów posyłających lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego do „psychuszki”, aby s…n nie zagrażał władzy miłującej naród, zobowiązującym się do „ekwiwalentu” dla światowych organizacji żydowskich w kwocie 67 miliardów dolarów z naszych podatków, roznegliżowanych aktorek – posłanek, nieletnich uczestniczek uroczystości pod Krzyżem Chrystusowym z  pytaniami „ no powiedz masz h… lubisz pier…” na latarniach z pijaną wyjącą hołotą, z warszawską kurią metropolitalną grożącą ekskomuniką modlącemu się pod Krzyżem księdzu Stanisławowi Małkowskiemu, biskupami Pieronkiem wyszydzającym obrońców Krzyża, czy biskupem Nyczem uważającym iż Krzyż Chrystusowy to mebel. W imię przyjaźni ze Związkiem Radzieckim na czele oddaje się śledztwo Tragedii Narodowej, w której zginął Prezydent Rzeczypospolitej z małżonką z intelektualną elitą naszego udręczonego narodu w ręce sprawców tej katastrofy, znanych i uznanych, historycznych już przecież katów narodu polskiego. Jeszcze dzisiaj słyszymy z ust czołowych polityków hasła bolszewickie, a umysły rządzących przesycone są nienawiścią, głupotą, materializmem osobistym, kolesiostwem, najprostszym bandytyzmem, łajdactwem i złodziejstwem. Stwarza się nową okupację Polski. Obce narodowi siły wewnętrzne inspirowane i kierowane agenturą z  zewnątrz, dążą aby utracił on źródło swojej spoistości i przestał być wrażliwy na własna tożsamość  ukształtowaną przez wiekowe dziedzictwo kulturowe. Te same siły zawładnęły Kościołem od wewnątrz przy pomocy agentury wewnętrznej w rozumieniu tych współpracowników którzy, wkradli się do Kościoła, jak nie dawno zmarły Józef Życiński TW „Filozof” agent putinowskiej policji politycznej w polskim Kościele.
Fałszywa edukacja, lub jej brak, zawieranie zbójeckich przyjaźni między narodami, wypaczanie historii powszechnej, mord intelektualny dokonywany systematycznie na narodzie przez fałszywy medialny przekaz, żądni władzy Komorowski i Tusk, to jej relikty,  zmierzające do ujarzmienia i zniewolenia Narodu Polskiego, czyniące z Polaków antysemitów i morderców sąsiadów nie tylko w Jedwabnem.
                            Aleksander Szumański

 

                TOWARZYSTWO PAMIĘCI NARODOWEJ

                IM. PIERWSZEGO MARSZAŁKA POLSKI

                           JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO

Jerzy Korzeń

 

Dzień 11 listopada 1918 roku w pamięci Polaków łączy się nierozerwalnie z Józefem Piłsudskim, który zawsze dążąc do niepodległości Państwa Polskiego stworzył Legiony jako zalążek przyszłego wojska polskiego. Przecierpiał wiele, ale też i cel osiągnął. Bez cierpienia nie ma nagrody, zapewne taka dewiza przyświecała Komendantowi. Na dworcu w Warszawie w dniu 10 listopada 1918 roku o godz. 7 rano nie było tłumów, bo przyjazd Piłsudskiego nie był upubliczniony. Naczelnika witali regent, książę Zdzisław Lubomirski - herbu Szreniawa bez Krzyża -  komendant naczelny POW -  Polska Organizacja Wojskowa , płk. Adam Koc – działacz niepodległościowy, odznaczony Orderem Srebrnym Virtuti Militari i kilka innych osobistości. Według wspomnień księżny Marii Lubomirskiej jej mąż przekonywał Piłsudskiego, że  on jeden Polskę zbawić potrafi w tym historycznym momencie”. Nazajutrz 11 listopada Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu dowództwo nad wojskiem polskim i tegoż dnia Warszawa była wolna. Jakim dniem był ten 11 listopada 1918 roku w Warszawie? Księżna Maria Lubomirska wielka dama polskiej arystokracji pod tą datą pisze: „ Dzień dzisiejszy należy do historycznych, do niezapomnianych, do weselszych, do triumfalnych! Jesteśmy wolni! Jesteśmy panami u siebie! Stało się i to w tak nieoczekiwanych warunkach… Od wczesnego ranka odbywa się przejmowanie urzędów niemieckich przez władze polskie. Już przekazano w nasze ręce Cytadelę, którą zajął batalion wojska polskiego z majorem Szyndlerem na czele… Niemcy zbaranieli, gdzie niegdzie się bronią, zresztą dają się rozbrajać nie tylko przez wojskowych, ale przez lada chłystków cywilnych… Dziwy, dziwy w naszej stolicy! Idą Niemcy rozbrojeni w czerwonych przepaskach – idą żołnierze w niemieckich mundurach z polskim orłem na czapce: to wyswobodzeni Polacy z Księstwa Poznańskiego. Idą żołnierze w niemieckich mundurach z francuską kokardą; to dzieci Alzacji i Lotaryngii – śpiewają pieśni francuskie i bratają się z Polakami. Zbratanie zdaje się być ogólne – pękł przymus dyscypliny, runęły przegrody – ludzie są tylko ludźmi.”

Tak dnia 11 listopada 1918 roku Polska weszła na wyboistą drogę swojej najnowszej historii.

 Towarzystwo Pamięci Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego, dalej – Towarzystwo - organizacja patriotyczno – niepodległościowa, wybrało za swojego patrona Józefa Piłsudskiego, wierne wskazaniu Cypriana Kamila Norwida: „Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć tracą życie”. To wskazanie jest również fragmentem inskrypcji widniejącej na pomniku wzniesionym na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, upamiętniającym ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu. Pomnik ów powstał z inicjatywy Towarzystwa, z osobistego zaangażowania się jego prezesa o czym jeszcze wspomnę.

Poczucie odrębności wobec innych narodów kształtowane przez czynniki narodowotwórcze takie jak: symbole narodowe, język, barwy narodowe, świadomość pochodzenia, historia narodu, świadomość narodowa, więzy krwi, stosunek do dziedzictwa kulturowego, kultura, terytorium, charakter narodowy -  to poczucie tożsamości narodowej, szczególnie ujawniające się w sytuacjach kryzysowych, gdy potrzebne jest wspólne działanie na rzecz ogólnie pojętego dobra narodu. W tym właśnie celu kształtowania tożsamości narodowej powołane zostało Towarzystwo. W nazwie pokrewne jest z Instytutem Pamięci Narodowej, posiadającym te same cele, lecz powołanym przez Sejm Ustawodawczy  jako Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu / IPN / - będący instytucją naukową o uprawnieniach śledczych w celu gromadzenia dokumentów organów bezpieczeństwa państwa, prowadzenia śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich i komunistycznych, oraz prowadzenia działalności edukacyjnej. Inicjatywa powołania Towarzystwa   zrodziła się z potrzeby serca,   z patriotycznej postawy  założycieli. Postawa ta wyraziła się przede wszystkim w dążeniu do wydobycia z wieloletniego milczenia, zapomnienia i zakłamania, a tym samym do ukazania społeczeństwu, zwłaszcza młodemu pokoleniu Polaków – tej części współczesnej historii narodu polskiego, która przez prawie pół wieku była przez reżim komunistyczny z premedytacją i konsekwentnym uporem przemilczana, wypaczana i fałszowana. Ta antypolska działalność, niszcząca narodową historię szczególnie ostatnich dziesiątków lat, oraz skazująca na całkowite zapomnienie

wielu twórców tej historii, jej bohaterów, ich dokonań i czynów – legła u podstaw politycznego systemu, wyrosłego z mongolskiego despotyzmu władzy i pogardy dla praw i godności człowieka,

systemu narzuconego narodowi siłą i fałszem w wyniku II wojny światowej, systemu, który mógł tak długo w Polsce funkcjonować dzięki wsparciu obcą i rodzimą przemocą i gwałtem, morderstwami i zbrodniami, oraz zakłamaniem i fałszowaniem historii. Towarzystwo powołane z inicjatywy Jerzego Korzenia w listopadzie 1988 roku z udziałem 15 osobowej grupy założycielskiej, jako organizacja o charakterze patriotyczno – niepodległościowym przyjęło za patrona Józefa Piłsudskiego, widząc w nim wielkiego bojownika o niepodległość Polski i jej suwerenność, twórcę państwa i jego armii, oraz nie kwestionowanego zwycięskiego wodza, polityka i męża stanu. Ostatecznie Towarzystwo posiada Zarząd Główny w Krakowie z prezesem Jerzym Korzeniem, wpisane do rejestru sądowego prawomocnym postanowieniem Sądu Wojewódzkiego w Krakowie z dnia 30 maja 1989 roku. Towarzystwo nie posiada żadnych stałych źródeł finansowania, ani dotacji budżetowych, opierając swoją działalność wyłącznie na wpływach ze składek członkowskich, oraz na darowiznach, dotacjach i jednorazowych wpłatach osób prywatnych, przedsiębiorstw i instytucji, oraz władz miejskich i wojewódzkich, pozyskiwanych dla finansowego wsparcia konkretnych przedsięwzięć i zadań rzeczowych realizowanych przez Towarzystwo w ramach celów i zadań określonych statutem. Dzięki takim działaniom, przy pełnym zaangażowaniu wszystkich członków Zarządu Głównego i wielu szeregowych członków Towarzystwa, osiągnięto znaczące efekty, wyrażające się bogatym i trwałym dorobkiem w postaci odlanych w brązie, lub kutych w kamieniu tablic, rzeźb, epitafiów, pomników, oraz pamiątkowych medalionów i okolicznościowych jubileuszowych medali. Wszystkie one, utrwalające i przypominające historyczne wydarzenia i wielkich Polaków z nimi związanych, zostały przekazane w służbę Krakowowi – Miastu i Społeczeństwu.

Należy podkreślić owocną działalność Towarzystwa w upamiętnianiu różnych wydarzeń historycznych związanych z walką o wolną Polskę i narodowych rocznic. Uroczystości owe odbywają się w różnych miejscach pamięci narodowej, niejednokrotnie u stóp pomników, z udziałem zawsze licznej młodzieży, co godne jest szczególnego przekazu.

A oto najważniejsze dokonania Towarzystwa:

 - Tablica upamiętniająca Adama Chmielowskiego – św. Brata Alberta. To pierwsza tablica powstała staraniem i środkami Towarzystwa przekazana Izbie Pamięci Powstania Styczniowego 1863, mieszczącej się w dawnym Schronisku dla Weteranów Powstania, a obecnie siedzibie Związku Inwalidów Wojennych Rzeczypospolitej Polskiej przy ul. Biskupiej 18 w Krakowie.

 - Tablica upamiętniająca 70 rocznicę Bitwy Warszawskiej w 1920 roku o treści następującej: „Na chwałę Wojska Polskiego i jego Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego pierwszego Marszałka Polski w 70 rocznicę Bitwy Warszawskiej w zwycięskiej wojnie polsko – sowieckiej 1919 – 1920.”Autor tekstu Jerzy Korzeń. Tablicę tę położyło Towarzystwo w Krakowie – 1990. Tablicę wmurowano na fasadzie budynku Liceum XX Pijarów im. Stanisława Konarskiego przy ul. Czapskich 5 w Krakowie od strony ul. Józefa Piłsudskiego. W ramach obchodów rocznicowych Towarzystwo zorganizowało w dniu 12 czerwca 1990 roku w auli PAN w Krakowie przy ul. Sławkowskiej 17 sympozjum naukowe poświęcone wojnie polsko – sowieckiej 1919 – 1920.

 - Pomnik generała Władysława Sikorskiego zlokalizowany na dziedzińcu przylegającym do kościoła garnizonowego pod wezwaniem św. Agnieszki przy ul. Dietla 30 w Krakowie Pomnik składa się z cokołu i trzech płyt cementowo – mozaikowych, z których dwie skośnie ustawione na cokole z ażurowym prześwitem, posiadają dwie tablice z białego marmuru w metalowych obramowaniach. Trzecia górna płyta oparta na pozostałych dwóch, zwieńczona metalowym krzyżem, posiada płaskorzeźbę popiersia w generalskim mundurze i czapce, także na białym marmurze. Tekst na tablicach identyczny: w języku polskim z godłem Polski, w języku angielskim z godłem Wielkiej Brytanii, stanowi zwięzłą biografię Generała. Na cokole tabliczka informacyjna z brązu: „Odnowiono i ponownie posadowiono staraniem Towarzystwa Pamięci Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego w Krakowie – VIII 1990”. Wysokość pomnika 3,0 m. Pomnik według projektu i fundacji Pawła Świstaka żołnierza AK ps. Kazimierz został wykonany przez art. rzeźb. Eugeniusza Gutkowskiego z Lublina i w lipcu 1973 roku postawiony na prywatnej posesji fundatora przy ul. Sienkiewicza w Zakopanem. Po kilku dniach został zburzony, wywieziony w nieznanym kierunku i przeznaczony do zniszczenia. Równocześnie komunistyczne władze Zakopanego aresztowały właściciela pomnika konfiskując jego dom i parcelę. W roku 1974 elementy pomnika odnaleźli pracownicy krakowskiego Oddziału PKS, przechowując je przy ul. Fredry, a od roku 1980 przy ul. Pachońskiego w Krakowie. W czerwcu 1989 roku wszystkie zachowane elementy zabezpieczono i poddano gruntownym pracom renowacyjnym środkami Towarzystwa. Odszukana w międzyczasie rodzina fundatora i właściciela pomnika, upoważniła Towarzystwo do decydowania o dalszym losie monumentu, przenosząc prawo własności na Towarzystwo. Pomnik odsłonięto i poświęcono po uroczystej mszy św. z pełnym ceremoniałem wojskowym 30 września 1990 roku. Historyczne przemówienie wygłosił wówczas prezes Towarzystwa Jerzy Korzeń. Pomnik Generała Władysława Sikorskiego został przez Towarzystwo przekazany po wieczne czasy, z nieograniczonym prawem własności probostwu Garnizonu Kraków przy kościele garnizonowym pod wezwaniem św. Agnieszki w Krakowie przy ul. Józefa Dietla 30.

 - Pomnik martyrologii 33 Polaków zamordowanych przez Niemców 1 listopada 1944 roku.                                                                                                                                                 Pomnik ów znajduje się w Gruszowcu na terenie gminy Dobra w powiecie limanowskim. Został postawiony staraniem i środkami Towarzystwa, obok istniejącego kamiennego głazu, upamiętniającego martyrologię mieszkańców Gruszowca. Napis pod głazem głosi, że… „na tym miejscu wierni synowie ojczyzny w liczbie 33 osób z Gruszowca zostali zamordowani i spaleni żywcem przez zbrodniarzy niemieckich w dniach 1. XI. 1941 - 25.XI. 1941r.”.

Pomnik składa się z różnej wielkości kamieni ułożonych w formie muru, złączonych wspólnym fundamentem z cokołem, na którym znajduje się głaz i napis przypominający zbrodnię, która się tutaj dokonała. Autorem i wykonawcą monumentu jest ludowy artysta – rzeźbiarz Stanisław Dobrowolski z Kasiny Wielkiej, członek Towarzystwa.

- Medaliony i płaskorzeźby  popiersia Józefa Piłsudskiego z okazji 125 rocznicy urodzin Marszałka z okolicznościowym tekstem: „ Józefowi Piłsudskiemu w 125 rocznicę urodzin 5. XII. 1867 – 5. XII. 1992 Towarzystwo Pamięci Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego w Krakowie”.

Medaliony wraz z tabliczkami zostały trwale umieszczone w krypcie Marszałka pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu, oraz w Ołtarzu Pamięci Narodowej bazyliki oo. Cystersów w Mogile – Nowej Hucie. Natomiast płaskorzeźby popiersia, będące kopiami rzeźby Konstantego Laszczki, do której Piłsudski pozował artyście w 1922 roku, umieszczono w Izbie Pamięci i Tradycji Korpusu Kadetów im. Józefa Piłsudskiego w kościele garnizonowym pod wezwaniem św. Agnieszki przy ul. Józefa Dietla 30 w Krakowie, oraz w holu Szkoły Podstawowej im. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego w Ulinie Wielkiej w gm. Gołcza. Towarzystwo wydało również okolicznościowy medal w 75 rocznicę odzyskania niepodległości – 11 listopada 1993 roku w „Hołdzie Komendantowi”, upamiętniający tę rocznicę, odlany z brązu w 1993 roku w ilości 130 egzemplarzy, ponumerowanych na obrzeżu i objętych ewidencją Towarzystwa, autorstwa artysty rzeźbiarza, profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Czesława Dźwigaja. Medal ów ma 7,5 cm średnicy i 3 mm grubości. Awers przedstawia podobiznę Józefa Piłsudskiego na tle zrywającego się do lotu orła i napis 75 ROCZNICA ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI – 1918 – 11 LISTOPADA . Na rewersie dwa poziome teksty: „W HOŁDZIE KOMENDANTOWI i pod spodem: TOWARZYSTWO PAMIĘCI NARODOWEJ IM. PIERWSZEGO MARSZAŁKA POLSKI JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO W KRAKOWIE.          

 Medal przyznaje Zarząd Główny Towarzystwa, będący Kapitułą Medalu. Medal przyznawany jest osobom prywatnym, oraz instytucjom, związkom i organizacjom patriotyczno – niepodległościowym i kombatanckim, które kultywują pamięć Józefa Piłsudskiego i utożsamiają się z ideą niepodległościową Komendanta. Wraz z medalem wręczany jest również akt nadania.

Napisy na medalionach są autorstwa Jerzego Korzenia.

 - Epitafium Cypriana Kamila Norwida. 23 maja 1993 roku w 110 rocznicę śmierci Poety w Wawelskiej Katedrze, w krypcie Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego odsłonięto i poświęcono epitafium. Powstało ono z inicjatywy i staraniem Towarzystwa. Swą formą i treścią nawiązuje do dawnych tablic nagrobkowych. Odlane w brązie posiada wymiary 180 x 90 x 46 cm i waży 230 kg. Twarz Poety wzorowana jest na jednym z jego rysunkowych autoportretów. Autorem i wykonawcą epitafium jest artysta rzeźbiarz profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Czesław Dźwigaj. Podniosłe uroczystości norwidowskie w Katedrze rozpoczęła msza św. celebrowana przez ks. kardynała Franciszka Macharskiego. W krypcie ks. kardynał dokonał także odsłonięcia i poświecenia epitafium. Krótkie przemówienie wygłosił prezes Towarzystwa Jerzy Korzeń. W uroczystościach uczestniczyło liczne duchowieństwo, władze miejskie i wojewódzkie Krakowa, oraz rzesze wiernych. Towarzystwo otrzymało podziękowania od Ojca Świętego  za starania w położeniu w Katedrze Wawelskiej epitafium upamiętniające postać Cypriana Kamila Norwida. Poezja Norwida – tak bliska Ojcu Świętemu – nie przestaje być natchnieniem i drogowskazem na szlakach odnowy moralnej polskiego społeczeństwa także i dzisiaj. Ojciec Święty w swych modlitwach poleca Bogu wszelkie dobre inicjatywy Towarzystwa, które zmierzają do utrwalenia pamięci historii Narodu Polskiego, zwłaszcza wśród młodego pokolenie Polaków – podkreśla pismo Sekretariatu Stanu.

- Tablica upamiętniająca 130 rocznicę stracenia członków Rządu Narodowego i przywódców Powstania Styczniowego 1863 – 1864. Tablica została wmurowana na elewacji budynku Zakonu Pijarów przy ul. Pijarskiej 2 w Krakowie, odsłonięta i wmurowana 5 sierpnia 1994 roku dokładnie w 130 rocznicę stracenia.

 - Pomnik Jana Matejki postawiony w podkrakowskich Krzesławicach przed jego dworkiem. Pomnik w formie popiersia z brązu na polerowanym granitowym cokole i betonowym fundamencie ma 2,7 m wysokości. Autorem i wykonawcą pomnika jest prof. Czesław Dźwigaj.

- Tablica upamiętniająca 55 rocznicę powołania w Krakowie podziemnych struktur ZHP – późniejszych Szarych Szeregów. Tablica z brązu została wmurowana na elewacji budynku przy ul. Szlak 21 w Krakowie, odsłonięta i poświęcona 19 listopada 1994 roku. Autorem i wykonawcą tablicy jest prof. Czesław Dźwigaj. Na tablicy napis: „Wszystko co nasze Polsce oddamy” z nałożonym Krzyżem Harcerskim. W części środkowej tekst: „W domu tym 15 listopada 1939 roku powołali do życia podziemne struktury ZHP – podwaliny szarych szeregów – hm. Józef Kret - hm. Tadeusz Mitera – hm. Władysław Muż – hm. Jan Ryblewski – hm. – Stanisława Rączkowski – hm. Władysław Szczygieł – hm. Seweryn Udziela – hm. Tadeusz Wąsowicz – hm. Marian Wierzbiański - tym, którzy w czyn wcielili słowa”

- Pamięć Narodowa – historia Polski w obrazach Polskich artystów – malarzy, w formie wydanych barwnych kartek pocztowych:   „O wolność, niepodległość i suwerenność Polski”, motto stanowi: „…narody tracąc pamięć tracą życie…” Wydano kartki pocztowe:  „Odsiecz wiedeńska”, „Kościuszko pod Racławicami”, „Zaślubiny Polski z morzem”, „Marszałek Józef Piłsudski na kasztance” , „Bitwa Warszawska 15. VIII. 1920”, „My Pierwsza Brygada”, „Wizja żołnierska”, „Orlęta Lwowskie”.

 - Tablica – płaskorzeźba z brązu upamiętniająca 80 rocznicę odzyskania niepodległości 11 listopada 1918 roku – w hołdzie Józefowi Piłsudskiemu, Romanowi Dmowskiemu i Ignacemu Paderewskiemu z wyrytymi popiersiami i ze stylizowanym napisem: „Polska była dla nich wartością najwyższą – w 80 rocznicę odzyskania niepodległości”. Tablica została wmurowana w Panteonie Narodowym Żołnierzy Armii Krajowej Polskich Kresów Wschodnich, w Kościele Patronalno – Garnizonowym Ogólnopolskiego Okręgu Żołnierzy AK Obszaru Lwowskiego im. „Orląt Lwowskich” pod wezwaniem. św. Jadwigi w Krakowie. Tekst na tablicy – Jerzy Korzeń, projekt i realizacja prof. Czesław Dźwigaj.

 - Tablica kamienna / czarny marmur /upamiętniająca 55 rocznicę bitew 2 Korpusu Polskiego o Monte Cassino, Anconę i Bolonię – 1944 – 1945 wmurowana w maju 1999 roku,  w sąsiedztwie tablicy upamiętniającej 80 rocznicę odzyskania niepodległości.

 Pieta Katyńska – figura – posąg Matki Bożej Katyńskiej odlana w spiżowym brązie przedstawiająca Zasmuconą Matkę Bożą przytulającą do siebie ofiarę zbrodni katyńskiej z widocznym otworem w czaszce. Posąg został wzniesiony w kościele św. Krzyża w Krakowie w kaplicy św. Zofii w jubileuszowym roku 2000, w którym przypadała 60 rocznica mordu oficerów Wojska Polskiego dokonanego przez Związek Sowiecki w Katyniu wiosną 1940 roku. Pieta mierząca 1,7 m wysokości autorstwa artysty rzeźbiarza prof. Czesława Dźwigaja powstała z inicjatywy i kosztem Towarzystwa. Akt erekcyjny został podpisany przez ks. dr. Jana Abrahamowicza proboszcza parafii Świętego Krzyża w Krakowie, oraz mgr. Jerzego Korzenia prezesa Towarzystwa.

Protest związany z ukraińskim rajdem kolarskim im. Stepana Bandery przez terytorium RP.

 

- W okresie II wojny światowej Polacy stali się ofiarami trzech ludobójstw – ze strony faszystowskich Niemiec, komunistycznego Związku Sowieckiego, oraz Ukraińców: Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – OUN i Ukraińskiej Powstańczej Armii – UPA.

Dla upamiętnienia 60 rocznicy masowej rzezi - ludobójstwa Polaków zamieszkujących kresowe województwa Rzeczypospolitej Polskiej, z inicjatywy Towarzystwa, przy osobistym zaangażowania prezesa Jerzego Korzenia, posadowiono na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie pomnik ofiar. W dniu 17 września 2004 roku po pokonaniu wielu przeszkód administracyjnych i politycznych pomnik został odsłonięty i poświęcony podczas podniosłych uroczystości patriotyczno – religijnych, dokładnie w 65 rocznicę sowieckiej agresji na Polskę w tragicznym 17 września 1939 roku.

Radni krakowscy nie chcieli dopuścić, aby w inskrypcji napisu na pomniku znalazło się słowo „ludobójstwo”. Prasa, szczególnie krakowska odnotowała obszernie przebieg dyskusji podczas obrad Komisji, której przysłuchiwał się przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w Krakowie Włodzimierz Mokry, który powiedział m.in. : „… słyszę, że Ukraińcy byli gorsi od Niemców… można postawić ten pomnik, pytanie tylko jak to zostanie wykorzystane przez tę trzecią siłę, która trzyma w garści kurek…” / „Gazeta Krakowska” – 12.III. 2004 /.Wg. komentarzy i opinii  tej wypowiedzi – „zabrzmiało to jak groźba i szantaż”. Prezydent Miasta Krakowa skierował stosowny projekt uchwały pod obrady Rady Miasta. W międzyczasie ukazało się wiele artykułów w prasie krakowskiej i ogólnopolskiej na temat pomnika. Szczególnie krytyczne i negatywne stanowisko prezentowała jedynie „Gazeta Wyborcza” – jedyna w Krakowie, której napastliwe teksty i tendencyjne „wywiady” negujące prawdę o ludobójstwie wzywały do zaniechania budowy monumentu na Cmentarzu Rakowickim, a redaktor naczelny krakowskiego wydania „Gazety Wyborczej” Seweryn Blumsztajn wprost apelował do radnych, by głosowali przeciwko budowie pomnika. Budowę pomnika z treścią inskrypcji „ludobójstwo” przegłosowano 1 głosem / 19 głosów „za” - 18 głosów „przeciw”/ . Pełny tekst inskrypcji brzmi: „ Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. „Ojczyzna to ziemia i groby – narody tracąc pamięć, tracą życie.” „Dla narodowej pamięci, oraz w hołdzie ofiarom ludobójstwa, którego dopuściły się w latach drugiej wojny światowej na Polakach – mieszkańcach południowo – wschodnich województw Rzeczypospolitej Polskiej – Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia. W 61 rocznicę tej tragedii – Kraków 2004”. Ten przerażający w swoim wyrazie pomnik ma kształt otwartej księgi, której dwie strony tworzą granitowe płyty z tekstami inskrypcji i zarysem granic południowo – wschodnich Kresów Rzeczypospolitej, gdzie w latach II wojny światowej miały miejsce mordy i rzezie ludności.

Autor pomnika – prof. Czesław Dźwigaj

Autor inskrypcji - Jerzy Korzeń z wykorzystaniem we fragmencie posłania Cypriana Kamila Norwida.

 Każdego roku w dniu 17 września  na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie u stóp pomnika ludobójstwa na Wołyniu odbywają się podniosłe uroczystości patriotyczno – religijne. Tak było i 17 września 2009 roku. Uroczystość otworzyła msza św. w kaplicy cmentarnej, następnie oddano hołd pomordowanym i prześladowanym pod krzyżem zbrodni komunistycznych dokonanych na narodzie polskim, wzniesionym przy kaplicy. Uroczystość przy pomniku ofiar ludobójstwa rozpoczął hejnał krakowski odegrany przez strażaka. Poczty sztandarowe, honorowa kompania wojska polskiego z komendami – „prezentuj broń – na prawo patrz” , licznie zebrana młodzież szkolna, harcerze drużyn krakowskich zebrani dla uhonorowania osób prywatnych i instytucji medalem „W Hołdzie Komendantowi” uświetniły tę uroczystość.

„To dzisiaj mija 70 rocznica zbrodniczego zaatakowania Polski przez Związek Sowiecki na całej, długiej liczącej 1412 km granicy od Dźwiny, aż po Dniestr.- Polskiej granicy państwowej broniły zaledwie 24 bataliony piechoty, 2 bataliony forteczne, oraz 7 szwadronów i 1 dywizjon kawalerii Korpusu Ochrony Pogranicza. …bezwzględny opór Polaków spotkał się ze szczególną bezwzględnością i okrucieństwem sowieckiego agresora… rannych żołnierzy i oficerów zabijano natychmiast, lub umierali z ran bez medycznej pomocy… sowiecka propaganda głosiła, że celem ataku na Polskę we wrześniu 1939 roku było wzięcie w opiekę i ochronę zagrożonych przez Polaków obywateli sowieckich, zamieszkujących po obu stronach ówczesnej granicy. Na Polskę uderzyła milionowa armia sowiecka.  Od 17 września

1939 roku rozpoczęła się gehenna mieszkańców tych ziem, której symbolem jest Katyń, Charków, Miednoje”– powiedział m. in. prezes Towarzystwa Jerzy Korzeń.  Medalem „W Hołdzie Komendantowi” uhonorowani zostali m. in:

Jadwiga Piłsudska – Jaraczewska córka Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego herbu Piłsudski – polski herb szlachecki, odmiana herbu Kościesza,

pilot Wojska Polskiego, magister inżynier architekt,

Wanda Piłsudska starsza córka Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego herbu Piłsudski, lekarz medycyny,

Ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski, duszpasterz Ormian w Polsce, polski Ormianin, duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, działacz społeczny, historyk Kościoła, wieloletni uczestnik opozycji antykomunistycznej w PRL, literat  poeta, prozaik, patriotyczny niezależny dziennikarz i publicysta,

 O. Jerzy Pająk – kapucyn, patriotyczny   kapelan kombatantów, Sybiraków, Piłsudczyków i AK,

 doc. dr. hab. Jan Majda pracownik naukowy Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor książek poświęconych roli góralszczyzny i Tatr w kulturze polskiej,

red. Aleksander Szumański, literat, poeta, pisarz, krytyk literacki, niezależny patriotyczny  dziennikarz i publicysta światowej prasy polonijnej, korespondent USA akredytowany w Polsce,

Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich Oddział w Krakowie,

Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, 

Komitet Opieki Nad Miejscami Zbrodni Komunizmu,

Konrad Strzelewicz, prezes niekomunistycznego Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, dziennikarz , pisarz, autor m.in. antologii „Polskich wierszy obozowych i więziennych – 1939 – 1945. Nagrodzony  przez Główną Komisję badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej / IPN / za książkę „Zapis”,

Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie,

Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku,

Płk. Ryszard Kukliński, bohater narodowy– pułkownik Wojska Polskiego i armii amerykańskiej,

Jan Nowak – Jeziorański -  polski polityk, politolog, działacz społeczny, dziennikarz i żołnierz AK, kurier i emisariusz Komendy Głównej  Armii Krajowej i Rządu RP w Londynie,

Ryszard Kaczorowski – prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie herbu Jelita (ur. 26 listopada 1919 w Białymstoku, zm. 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku) – polski polityk, działacz społeczny i harcerz, komendant chorągwi Szarych Szeregów w Białymstoku w 1940, po 1945 na emigracji, członek Rady Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej, w latach 1989–1990 Prezydent RP na Uchodźstwie; zginął w katastrofie polskiego Tu-154 w Smoleńsku.

Ryszard Kaczorowski był ostatnim Prezydentem RP na Uchodźstwie. 22 grudnia 1990 złożył urząd na ręce nowo zaprzysiężonego Prezydenta RP Lecha Wałęsy i na Zamku Królewskim w Warszawie uroczyście przekazał mu insygnia władzy państwowej.

 

 

 

 

 

 

   ALEKSANDER SZUMAŃSKI
KORESPONDENCJA ZE LWOWA

  NIE TYLKO WE LWOWIE BEZ TRUMIEN I KRZYŻY Z LUDOBÓJSTWEM W TLE
 
Gdy w 1946 roku z Moskwy do Krakowa przyjechał nikomu nieznany Sergiusz Demakow i w otoczeniu partyjnej świty wytyczył kombinat i miasto Nową Hutę wszyscy byli zdumieni i przerażeni. Machnął bowiem ręką przed siebie i skazał : „tu budiet gorod, a tam   kombinat, wskazując powtórnie, ale w kierunku przeciwnym. I tak miasto Nowa Huta z jej kombinatem zostały faktycznie wytyczone przez nieuka partyjnego, z politbiura, który nie zapomniał jeszcze ochrzcić przedmiotu wytyczeń imieniem wodza proletariatu, towarzysza Włodzimierza Iljicza Lenina.

W niedawnej przeszłości inny towarzysz, generalissimus Józef Stalin  w otoczeniu świty; premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchila i prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina Delano Roosevelta, uprzednio w Teheranie, później w  w Jałcie palcem po mapie wymazali z niej  Kresy Wschodnie II RP na rzecz Związku Sowieckiego, m. in. rdzennie polski Lwów. Świta biła brawo, a toast Churchila: „trzykrotne hurra na cześć marszałka Stalina” pobił wszystkie inne. Świta uznała oczywistą dominację sowiecką nad Polską, a konferencja zakończyła się w atmosferze przyjaźni. Paralityk, również umysłowy / Roosvelt /, alkoholik /Churchil / i zbrodniarz wszechczasów, nieprzejednany wróg i morderca Polaków Stalin, w Jałcie zadecydowali o naszych losach po II wojnie światowej, oddając Polskę w ręce morderczego systemu sowieckiego, tym bardziej haniebnie, iż Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym znane były  zbrodnie stalinowskie   łącznie z kłamstwem katyńskim.

Transakcja była identyczna jak  w Monachium, gdzie Hitlerowi „przehandlowano” Czechosłowację.
W Jałcie było inaczej, nikt nikomu nie zagrażał, nie istniała jeszcze zimna wojna, a Kresy Wschodnie II RPze Lwowem sprzedano Stalinowi bez dyskusji, wprost na jego żądanie, bez słowa protestu, bo cóż tam Polska, jakiś mały kraik, często bywała zmową katów. Nie inaczej jest obecnie.

Panowie prezydent i premier wznosząc w Jałcie kielichy toastu dla przypieczętowania następnej zbrodni dokonanej na narodzie polskim, jakoś zapomnieli o bitwie o Anglię,  Tobruku,  Monte Casino,  „pomocy” armii sowieckiej bohaterskiemu Powstaniu Warszawskiemu,  Katyniu, Miednoje, Charkowie, Starobielsku, czy Kozielsku i Ostaszkowie.

Lwów wówczas już krwawił sześć lat i krwawi nadal przeszło siedemdziesiąt lat, to pod okupacją sowiecką, to pod hitlerowską, znów sowiecką i obecnie ukraińską, jako miasto „wolnej” Ukrainy, oczywiście integralnej części agenturalnego imperium sowieckiej Rosji, której kłania się obecnie polska racja stanu z rezydentem Komorowskim i premierem „miłości” Tuskiem w pas.

Co będzie jutro?

Lwowianie z gołymi tyłkami zostali wysiudani ze swojego miasta w bydlęcych wagonach, bez wody i strawy, a to na „Ziemie Odzyskane”, a to na Sybir, a to do kazamatów bolszewickich. Wsio rawno, goodbey. Po drodze nieszczęśnicy byli jeszcze przedmiotem okrucieństwa ukraińsko – hitlerowskiego batalionu Nachtigall na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, gdzie wymordowano kwiat polskiej  inteligencji – 45 profesorów wyższych lwowskich uczelni z trzykrotnym premierem II RP Kazimierzem Bartlem, lub mordów dokonanych przez hitlerowców przy współudziale ukraińskich nacjonalistów w lwowskich Brygidkach, w więzieniach przy ulicach Łąckiego i Zamarstynowskiej.

A cóż dzisiaj we Lwowie w kwietniu 2011, gdzie jak co roku obchodziłem Święto Zmartwychwstania Pańskiego?


To był dopiero początek martyrologii ludności Kresów Południowo Wschodnich II RP z województw lwowskiego, stanisławowskiego , tarnopolskiego, wołyńskiego.

Największą liczbę więźniów zamordowano we Lwowie. Część ewakuowano 22 czerwca 1941 roku  na wschód pieszo, drogą na Tarnopol,  Czortków  , Berdyczów - aż do Moskwy, dokąd dotarli 28 sierpnia. W czasie marszu ci, którzy nie mogli nadążyć za kolumną, byli mordowani przez konwojentów.
Pozostali, załadowani w Moskwie do wagonów bydlęcych, przewiezieni zostali do Pierwouralska. W czasie przewozu wielu zmarło na tyfus.

Z ośmiuset wyprowadzonych ze Lwowa, ewakuację do Pierwouralska  przeżyło tylko dwustu czterdziestu ośmiu.  Mimo ewakuacji części więźniów, więzienia lwowskie nie opustoszały, gdyż na miejsce ewakuowanych trafili tu nowi, aresztowani tuż po wybuchu wojny, zwłaszcza zaś po stłumieniu przez sowietów powstania ukraińskiego, jakie wybuchło 24 czerwca 1941 roku we Lwowie. Wśród nowych więźniów znajdowali się zarówno Ukraińcy, jak i Polacy. Łączną liczbę aresztowanych w tym czasie ocenia się na cztery do siedmiu tysięcy, choć dolna granica wydaje się być bliższa rzeczywistej liczbie [10]. Mordowanie więźniów rozpoczęto już 22 czerwca, choć - jak się wydaje - jeszcze nie na większą skalę. Starano się też jeszcze ten fakt ukrywać. Ciała zakopywano miedzy innymi na Wzgórzach Wuleckich i na tak zwanych "Piaskach". 24 czerwca, również wskutek chaosu wywołanego ukraińskimi wystąpieniami zbrojnymi przeciw Sowietom, wybuchła w mieście panika, a w nocy z 24 na 25 czerwca służby więzienne NKWD opuściły na kilka godzin więzienia przy ul. Zamarstynowskiej, oraz "Brygidki" przy ul. Kazimierzowskiej. Części więźniów "Brygidek" udało się wydostać z cel przez rozbite piece, których paleniska otwierały się od strony więziennych korytarzy. Ci, znajdujący się już w korytarzach, otwierali od zewnątrz drzwi innych cel uwalniając następnych więźniów by następnie uciec na wolność przez bramę główną więzienia. Część więźniów nie wykorzystała okazji obawiając się, iż jest to prowokacja ze strony strażników - pozostali oni w celach, albo zdecydowali się na podjęcie ryzyka ucieczki zbyt późno. W więzieniu na Zamarstynowie, gdzie zamieszanie trwało krócej i więźniowie nie wiedzieli o ucieczce personelu więziennego, pozostali oni w celach. Zamieszanie wywołane paniką minęło jednak dość szybko i 25 czerwca nad ranem NKWD powróciło do więzień, wzmocnione oddziałami wojsk pogranicza. W "Brygidkach" więźniów, znajdujących się jeszcze na dziedzińcu spędzono do budynku więziennego, a później do cel z pomocą ognia karabinów maszynowych. Do ostrzału wykorzystać miano tez przejeżdżające w pobliżu sowieckie wozy bojowe. Po opanowaniu sytuacji, NKWD wypuściło więźniów kryminalnych i przystąpiło do likwidacji politycznych. Egzekucji dokonywano w celach z broni palnej. Odgłosy strzałów tłumiły pracujące na pełnych obrotach silniki pojazdów stojących na dziedzińcu więzienia. 26 czerwca w nocy, w więzieniu przy ul. Jachowicza wywoływano w odstępach pięciominutowych więźniów politycznych, którym dla niepoznaki kazano zabierać ze sobą rzeczy osobiste, by następnie mordować ich w piwnicy więzienia strzałem w tył głowy. Zwłoki zamordowanych wynoszono na noszach i wrzucano do dużego, wypełnionego ponad powierzchnie wykopu, który na koniec przysypano cienką warstwą piasku. W więzieniu przy ul. Zamarstynowskiej,  po powrocie NKWD również zaczęto wyciągać więźniów z cel. Następnie prowadzono ich na dziedziniec więzienny, gdzie dokonywano egzekucji. Także i tu jej odgłosy zagłuszano za pomocą pracujących silników. Więźniów wymordowano również w więzieniu przy ul. Łąckiego, gdzie miano przy tym dopuszczać się szczególnego  okrucieństwa, oraz w siedzibie NKWD przy ul. Pełczyńskiej. Ten ostatni obiekt miał 24 czerwca stać się celem nieudanego ataku bojówek ukraińskich, dążących do uwolnienia więźniów . Jak się wydaje, mordu dokonały oddziały wojsk pogranicza NKWD, które wcześniej opanowały sytuację w więzieniach po ucieczce służb więziennych. W tym kilkudniowym, chaotycznym okresie, władze sowieckie zdążyły jeszcze rozplakatować w mieście zarządzenie, nakazujące wydawanie zbiegów i grożące karą za ich ukrywanie .Tylko nieliczni przeżyli masakrę więźniów w więzieniach lwowskich. Na Zamarstynowie ocalało kilka kobiet i około sześćdziesięciu mężczyzn . Pewna liczba kobiet i mężczyzn uratowała się z opuszczonego przez NKWD po raz drugi więzienia przy ul. Kazimierzowskiej. Po wydarzeniach z 24 na 25 czerwca, więźniowie nie próbowali już uciekać. Zawiódł ich, być może, instynkt samozachowawczy na wieść o uwolnieniu więźniów kryminalnych oraz fakt, iż większość z nich nie była skazana przez sowiecki wymiar sprawiedliwości na karę śmierci. Wywoływani z cel szli wiec bez oporu licząc na to, iż wychodzą na wolność. Przeżyli tylko ci, których nie zdołano z braku czasu wywołać, lub też ci, którzy zapędzeni nie do swoich cel, nie zgłosili się, gdy wywoływano ich nazwiska. Szacunkowe dane wskazują, że w więzieniach lwowskich zginęło łącznie kilka tysięcy więźniów. Pierwsze meldunki jednostek niemieckiego XLIX Korpusu Armijnego, które 30 czerwca zajęły miasto, były bardzo nieprecyzyjne i podawały liczby rzędu od kilkuset do nawet kilku tysięcy ofiar. Jak się wydaje, próbie uściślenia liczby ofiar stanął na przeszkodzie strach przed wybuchem epidemii chorób, który zmusił Niemców nie tylko do zaniechania dokładnych prac ekshumacyjnych, jak również i oddania rodzinom zwłok, których tożsamość ustalono. 31 lipca 1941 roku, w meldunku Einsatzgruppen ze Lwowa mówi się o trzech do czterech tysiącach ofiar - ich narodowość określona jest, jako ukraińska - bez uwzględnienia wśród nich Polaków . Ukraiński Czerwony Krzyż w apelu z 7 lipca, skierowanym do niemieckiej komendantury Lwowa, podaje liczbę czterech tysięcy zamordowanych. Organizacja ta zwróciła się jednocześnie o pozwolenie na zbadanie miejsca zbrodni przez przedstawicieli Czerwonego Krzyża z krajów neutralnych . Polska i ukraińska prasa „gadzinowa”, która w lipcu 1941 roku rozpisywała się szeroko na temat zbrodni, o konkretach, a w szczególności o liczbach wypowiadała się mało. Goniec Codzienny podawał na przykład, iż w „Brygidkach" zginęło około jednego tysiąca osób, a Krakivski  Visti  określały ogólną liczbę ofiar ze wszystkich lwowskich więzień na dwa do trzech tysięcy - z siedmiu tysięcy aresztowanych po 22 czerwca - przy czym tożsamość miano ustalić w przypadku siedmiuset. Niemiecka propaganda oficjalna, wykorzystująca wielokrotnie sprawę sowieckiego mordu, podwyższyła liczbę ofiar nawet od siedmiu do ośmiu tysięcy, z czego trzy tysiące miało zginąć na Zamarstynowie, a cztery tysiące na ul. Łąckiego. Jeden z głównych organów prasowych polskiego podziemia - Biuletyn Informacyjny - w numerze z 17 lipca 1941 roku podał cztery tysiące, jako łączną liczbę ofiar sowieckich we Lwowie. Natomiast Władysław Studnicki, w wydanej legalnie pod okupacja niemiecka publikacji, podsumowującej sowiecką działalność na Kresach w latach 1939-1941, podaje liczbę tysiąca dwustu dwudziestu zamordowanych, w tym sześciuset Ukraińców, czterystu Polaków oraz dwustu dwudziestu Żydów. Analiza podanych liczb i ich źródeł pozwala przyjąć najczęściej cytowaną liczbę czterech tysięcy za najbardziej wiarygodną. I to mimo, iż według ujawnionej dokumentacji NKWD "ubyło wedlug pierwszej kategorii" (w urzędowej terminologii NKWD eufemizm oznaczający wykonane egzekucje) tylko dwa tysiace czterystu sześćdziesięciu czterech więźniów. Ta sama dokumentacja twierdzi, iż pozostawiono w więzieniach przeszło półtora tysiąca więźniów, podczas gdy relacje wskazują na odnalezienie co najwyżej kilkuset tych, którzy ocaleli .Podobnych zbrodni NKWD dokonało także w innych miejscowościach Kresów poludniowo-wschodnich.22 czerwca 1941 roku straż graniczna NKWD spaliła w Oleszycach, koło Lubaczowa więźniów przetrzymywanych w zamku Sapiehów. Prawdopodobnie 26 czerwca - według świadectwa polskiego - zamordowano w więzieniu w Rudkach przetrzymywane tam osoby, a ich zwłoki przewieziono następnie do pobliskiego lasku. Odnalezionych zostało dziewięć zwłok, z których rozpoznano cztery, przeważnie aresztowanych po 22 czerwca przedstawicieli miejscowej inteligencji. Część więźniów zdołała uwolnić się podważając drzwi cel ryglami od pieców i uciec, kiedy NKWD na jakiś czas opuściło więzienie. Wkrótce potem enkawudziści jednak wrócili, choć na krótko i w odwecie mścili się na okolicznej ludności. Źródła niemieckie oszacowały liczbę ofiar NKWD w Rudkach i pobliskim Komarnie na około dwieście. Mieli wśród nich byc mężczyźni, jak tez kobiety i dzieci wyłącznie narodowości ukraińskiej, co w przypadku Rudek jest niezgodne z prawda, gdyż wśród ofiar byli tam także Polacy. W Drohobyczu funkcjonowały dwa więzienia NKWD - większe, przy ul. Truskawieckiej, zwane również (jak jedno z więzień we Lwowie) "Brygidkami", oraz areszt śledczy przy ul. Stryjskiej. W ostatnich dniach czerwca, NKWD wyprowadziło na dziedziniec więźniów z cel aresztu na Stryjskiej informując ich, ze zostają wypuszczeni na wolność. Gdy znaleźli się już na dziedzińcu, z wież strażniczych otwarto do nich ogień z karabinów maszynowych. Pod zwałami trupów przeżyli tylko nieliczni. Prasa ukraińska donosiła o niemal dwóch tysiącach ofiar, choć wydaje się, iż jest to liczba znacznie zawyżona - nie została ona tez potwierdzona przez polskich świadków, mówiących o kilkudziesięciu lub co najwyżej kilkuset zamordowanych. Również wyniki ekshumacji, przeprowadzonej na terenie drohobyckiego więzienia, skłaniają do uznania za bliższą  prawdy liczbę poniżej tysiąca. W wykopach na terenie więzienia znaleziono kilkaset szkieletów i ślady wskazujące na spalenie podobnej liczby zwłok ludzkich. Jeśli nawet dodać do tego pewną liczbę zamordowanych, których zwłoki zostały pochowane osobno przez rodziny, liczby podane przez ukraińską „gadzinówkę” należy uznać za zbyt wysokie. Wciąż nie wyjaśniony do końca pozostaje los więźniów drohobyckich "Brygidek. W piwnicach więzienia w Borysławiu NKWD zamordowało kilkudziesięciu młodych ludzi, głównie Ukraińców,  choć byli tam także Polacy. Przed śmiercią ofiary okrutnie torturowano, a odgłosy znęcania się zagłuszano warkotem pracującego na dziedzińcu silnika  traktora. W Bobrce, w znajdującym się obok sądu więzieniu znaleziono - według świadka polskiego – zwłoki  9-10 osób, zamordowanych przez NKWD. Zwłoki miały być popalone kwasem solnym w celu uniemożliwienia identyfikacji. Niemiecki meldunek wojskowy z tej miejscowości (3 lipca 1941) donosił o szesnastu ofiarach narodowości ukraińskiej . W Nadwornej część więźniów została wyprowadzona do pobliskiej Bystrzycy Nadworniańskiej,  gdzie nad rzeką Bystrzycą zamordowano około osiemdziesiąt osób, w tym kobiety i dzieci. Ofiary zabijano uderzeniem kolby karabinu w potylicę. W Żółkwi - według relacji polskich świadków i późniejszych ustaleń - w więzieniu w Zamku Żołkiewskich NKWD zamordowało przed ucieczką trzydziestu czterech więźniów. Także w tym wypadku, pierwsze niemieckie meldunki wojskowe podawały zawyżoną, jak się wydaje, liczbę od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu ofiar, wyłącznie narodowości ukraińskiej. Nie jest to zgodne z prawda, gdyż udowodniono, ze wśród ofiar byli również Polacy. Z masakry uratowało się kilka osób; udało im się wybić dziurę w piecu znajdującym się w celi i wydostać na wolność. Wśród uratowanych był również jeniec niemiecki. Trzydziestu więźniów zostało zamordowanych przez NKWD w Szczercu, a ich zwłoki ukryto w stodole miejscowego probostwa. Kilkuset więźniów zamordowało NKWD w Brzeżanach. Od 26 czerwca odgłosy dokonywanej zbrodni głuszono warkotem pracującego silnika. W nocy 29 czerwca, zwłoki rozstrzelanych wrzucono do rzeki Złota Lipa. Informacje te potwierdzają niemieckie meldunki wojskowe. Ponadto w więzieniu znaleziono zwłoki dalszych stu pięćdziesięciu ofiar, a około siedemdziesiąt w zamaskowanych wykopach w okolicy brzeżańskiego zamku. Uratowało się osiemdziesięciu więźniów, którzy ocalenie zawdzięczają ucieczce enkawudzistów. Cytowane źródło niemieckie wspomina także o znalezieniu kilkunastu okaleczonych zwłok w piwnicy jednego z domów w mieście. 22 czerwca, wobec groźby zajęcia Przemyśla przez wojska niemieckie, wyprowadzono z tamtejszego więzienia dwie grupy więźniów. Kilkuset więźniów politycznych doprowadzono do aresztu w Dobromilu,  a druga kolumna, złożona w większości z ponad dwustu więźniów pospolitych, natrafić miała - według „gadzinówki” ukraińskiej - na niemiecki patrol, który ich uwolnił. Świadomi oczekującego ich losu, konwojenci sowieccy mieli popełnić samobójstwo. Więźniów, doprowadzonych do Dobromila, zamordowano 26 i 27 czerwca razem z przebywającymi tam już wcześniej. Początkowo, wyprowadzanych pojedynczo, zabijano uderzeniem młotem w potylicę by następnie tych, którzy opierali się wyjściu z cel, wystrzelać przy użyciu broni maszynowej. Z masakry ocalało zaledwie kilka osób. Część zwłok wywieziono samochodami do nieczynnego szybu kopalni soli w pobliskim Łącku. Niektóre relacje świadków polskich wskazują na to, iż oprócz zwłok przywiezionych z dobromilskiego więzienia, wrzucano tam również żywych więźniów przyprowadzonych bezpośrednio z Przemyśla. Szacunki łącznej liczby ofiar są bardzo rozbieżne. Źródła ukraińskie, a za nimi niemieckie podają, iż ofiarą NKWD w powiatach dobromilskim i przemyskim padło około tysiąca Ukraińców - zaliczono do tej liczby zapewne i osoby narodowości polskiej. Według tego samego źródła, w więzieniu w Dobromilu znaleźć miano też ponad pięćdziesiąt zwłok więźniów, zamordowanych przez NKWD 27/28 czerwca. Ocaleć  miało pięciu więźniów. Zwłoki zamordowanych znaleziono tez w innych obiektach w mieście, zajmowanych przez NKWD. W szybie w Łącku natrafiono na około pięćset do sześciuset - wydobyto siedemdziesiąt siedem. Dostępne dane zdają się potwierdzać jedną z relacji polskich, mówiącą o czterystu do pięciuset więźniach, przeprowadzonych do Dobromila z Przemyśla, a po zamordowaniu o wywiezieniu ich zwłok do wspomnianego szybu. Inne polskie relacje opisują terror, jaki NKWD stosowało wobec mieszkańców obu powiatów w ostatnich dniach przed wkroczeniem Niemców, jednak podawane przez nie dane wydają się być zdecydowanie zawyżone.  Bliżej nieznana liczbę więźniów zamordowało NKWD w Stanisławowie. Odgłosy rozpoczętej wkrótce po 22 czerwca akcji mordowania zagłuszano warkotem pracujących silników pojazdów. Według „gadzinowej” prasy ukraińskiej,  zginąć miało około dwóch i pół tysiąca więźniów, jednak prasa niemiecka, a za nią i polska oszacowały liczbę zamordowanych na półtora tysiąca. Relacje polskich świadków i doniesienia prasy węgierskiej, odnotowane w polskiej prasie emigracyjnej, mówiły również o uratowaniu się dużej liczby więźniów - być może około tysiąca - którym udało się zbiec w czasie chwilowego opuszczenia więzienia przez NKWD. Pomoc uwięzionym niósł na czele grupy młodzieży ze Strzelca i Przysposobienia Wojskowego kapitan Ignacy Lubczyński. Więźniowie uciekali, miedzy innymi, przez ogrody więzienne. NKWD wróciło jednak i dokończyło mordu na pozostałych więźniach 23 czerwca NKWD przystąpiło do likwidacji więźniów Sądowej Wiszni. Przedtem, o godzinie 16:00, przywieziono około siedemdziesięcioosobowa grupę więźniów z Przemyśla i Mościsk - ci zostali zabrani do egzekucji jako pierwsi. Po jej wykonaniu kolej przyszła na więźniów – mieszkańców  Sądowej Wiszni. Enkawudziści wymordowali ich na dziedzińcu więzienia seriami z broni maszynowej - tak i tutaj, odgłosy egzekucji zagluszano warkotem silników. Egzekucja nie zostala dokonczona na skutek ucieczki NKWD. Nad ranem rodziny uwiezionych włamały się do więzienia, uwalniając około pięćdziesięciu ocalałych, głównie mieszkańców miasteczka i okolic - Polaków i Ukraińców. W rozbijaniu bramy więzienia i drzwi do cel najbardziej „zasłużył” się mieszkaniec  Sądowej Wiszni - Tarabanowicz, ślusarz kolejowy, wcześniejszy działacz komunistyczny. Ciała ofiar NKWD, w liczbie około siedemdziesięciu, znaleziono w pobliskim lasku, obok miejscowego kościoła. Ocaleli więźniowie nie mogli jeszcze przez kilka dni powrócić do domów z powodu obecności sowieckiej w okolicy. W Stryju enkawudziści wymordowali więźniów w więzieniu przy ul. Trybunalskiej oraz w siedzibie NKWD. Według świadków polskich, zabijano więźniów prowadząc ich rzekomo do łaźni. Tam byli mordowani narzędziem do uboju bydła, lub strzałem w potylicę, a następnie ich ciała - często tylko ogłuszonych - wrzucano do dołów kloacznych na podwórzu, lub do wykopu z wapnem. Razem z ciałami ofiar wrzucono do kanałów zapasy żywności. Z masakry ocaleli tylko niektórzy - ci, którym udało się wydostać z więzienia po ucieczce NKWD, lub zostali uratowani przez przybylych z pomoca mieszkancow miasta. Ocalala, miedzy innymi, grupa Polaków, którzy po ucieczce strażników wydostali się z celi na korytarz przez piec. Tam napotkali już grupę polskich kolejarzy spieszących z pomocą. Wśród znalezionych w siedzibie NKWD zwłok, wiele nosiło ślady bestialskiego okaleczenia. Liczba ofiar narodowości polskiej i ukraińskiej sięgała od stu do kilkuset. Z więzienia w Złoczowie wyprowadzono tuz po 22 czerwca kolumnę około stu więźniów, którym naczelnik więzienia oświadczył, że zostaną doprowadzeni do najbliższej stacji kolejowej i wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego. Po dojściu do wsi Folwarki, konwojenci rozpoczęli z broni maszynowej egzekucje prowadzonych. Ocaleć miało tylko trzech więźniów, którzy zdecydowali się na ucieczkę, wykorzystując zamieszanie spowodowane niemieckim nalotem. Tych, którzy pozostali w więzieniu, również zamordowano. Według relacji ukraińskiej „gadzinówki” zginęło sześciuset czterdziestu dziewięciu więźniów, z czego rozpoznać miano czterdziestu siedmiu - Ukraińców; według świadka polskiego liczba ofiar miała być nawet około siedmiuset. Uciekając, enkawudziści pozostawili dokumentacje więzienną, która dostała się w ręce okolicznej ludności. Według ustaleń Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi, po wkroczeniu Niemców zwłoki ofiar znaleziono w ogrodzie więziennym oraz na dziedzińcu. Mogło ich być znacznie więcej, niż pierwotnie sądzono - niektóre świadectwa mówią nawet o około dwóch tysiącach ofiar. NKWD wyjątkowo „sumiennie” miało wykonać swe zadanie, gdyż nikt z więźniów prawdopodobnie nie ocalał. W Samborze, tuz po wybuchu niemiecko-sowieckiego konfliktu, NKWD również zaczęło rozstrzeliwać  więźniów. Początkowo mordowano ich małymi grupkami by następnie, nocą z 24 na 25 czerwca, wyprowadzić na dziedziniec więzienia duża grupę i zmasakrować ogniem karabinów maszynowych i granatami. Jeden z więźniów wydostał się z masakry i krzykiem zaalarmował pozostałych. Ci uwolnili się z cel i, korzystając z ucieczki części enkawudzistów, podjęli próbę wydostania się poza więzienie. Ostrzeliwani przez pozostałych jeszcze strażników, zdołali jednak rozbić bramę główną i zbiec. Świadkowie polscy podają przeważnie liczbę ponad pięciuset ofiar, znalezionych w samym więzieniu oraz sto szesnaście zwłok w wykopach nad Dniestrem. Ta ostatnia liczba została potwierdzona w wyniku przeprowadzonej ekshumacji. Akcja mordowania więźniów kierować mieli: sowiecki prokurator Stupakow i naczelnik więzienia Milczenko.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej przystąpiono do ewakuacji części więźniów z Czortkowa.  Według relacji świadka polskiego, kolumnę więźniów pędzono droga na Żytomierz, przez Winnice i Human. Słabnących dobijano po drodze tak, ze większość została zamordowana przed dotarciem do Humania. Inną grupę więźniów transportowano koleją przez siedemnaście dni, z Czortkowa do Gorkiego. Podróż w wagonach, pełnych odchodów zwierzęcych, odbywała się w ścisku i upale, co spowodowało dużą śmiertelność - w jednym z wagonów ze stu trzydziestu pięciu osób zmarły trzydzieści cztery. Ciała zmarłych strażnicy usuwali co kilka dni. Pozostałych w czortkowskim więzieniu NKWD zamordowało przy użyciu karabinów maszynowych, a ich zwłoki zakopano na dziedzińcu więziennym. Uciekając z miasta, enkawudziści dokonali tez wielu aktów gwałtu i rabunku na ludności. Zamordowali, miedzy innymi, kilku zakonników-dominikanów w ich siedzibach w mieście i poza miastem, nad przepływającym w pobliżu Seretem. Tuż przed zajęciem Tarnopola przez Niemców, NKWD wyprowadziło z tamtejszego więzienia kolumnę ponad tysiąca więźniów. Było wśród nich wielu przedstawicieli polskiej inteligencji, aresztowanych już po 22 czerwca. Według świadectwa polskiego, nie wytrzymujących tempa marszu mordowano - mordy rozpoczęły się już na ulicach Tarnopola. Pozostałych więźniów, głównie Ukraińców, NKWD zamordowało. Wśród ofiar byli także niemieccy jeńcy wojenni. Ciała wrzucono do piwnic i do wykopu na podwórzu więziennym. Według niemieckiego meldunku wojskowego, zginąć miało ponad dwustu więźniów i dziesięciu niemieckich jeńców wojennych. Świadkowie polscy szacowali liczbę ofiar na mniej więcej tysiąc, a prasa polska w Wielkiej Brytanii wspominała za prasa niemiecka o kilkuset. Na co najmniej dwadzieścia szacuje polski świadek liczbę więźniów, zamordowanych przez NKWD w Kamionce Strumiłowej, a dokonanie zbrodni w tamtejszym więzieniu potwierdziła również ówczesna prasa ukraińska . W Kołomyi, likwidacją więzienia kierować miał prokurator Rak.  Zginęli także - jak podawała prasa ukraińska - więźniowie w Przemyślanach, Pasiecznej, Otyni (trzystu) i Mikołajowie nad Dniestrem, a według polskich świadectw - również w Żydaczowie, Horodence i w Busku (około czterdziestu).  Ostatni przypadek potwierdzają także świadectwa zebrane przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi. NKWD likwidowało również więźniów na terenie Wołynia. W Równem zamordowano - jak podają świadectwa polskie - kilkuset (pięciuset?) więźniów.  W Dubnie część więźniów, wypędzonych na podwórze, zmasakrowano ogniem karabinów maszynowych i granatami - innych mordowano w celach. Według dość zgodnych ocen niemieckich, ukraińskich i polskich, zginąć miało ponad pięćset osób. Późniejsze szacunki, pochodzące z tego samego ukraińskiego źródla, podają bezpodstawnie - jak się wydaje - wyższe dane. Według tychże źródeł część więźniów  miała ocaleć uwolniona przez okoliczną  ludność i nadciągające oddziały niemieckie, którym udało się też ująć enkawudzistów.  W Krzemieńcu, ofiarą NKWD miało paść - według świadectw polskich - kilkuset więźniów narodowości polskiej i ukraińskiej (w większości), a zdaniem prasy ukraińskiej - aż półtora tysiąca osób (wyłącznie Ukraińców). Dane te jednak, jak się wydaje, są w świetle wyników ekshumacji, przeprowadzonej przez niemiecka Einsatzgruppe, mówiących o stu do stu pięćdziesięciu zwłokach (bardzo zresztą okaleczonych) - znacznie zawyżone..
Również w Łucku, po wyprowadzeniu kilkutysięcznej grupy więźniów na dziedziniec więzienny, oddzielono przeszło 1500-osobowa grupę Ukraińców , która następnie przeprowadzono na sąsiednie podwórze i tam zamordowano ogniem karabinów maszynowych. To samo uczyniono z pozostałymi więźniami. Do cel, w których byli jeszcze więźniowie, enkawudziści wrzucali granaty. W sumie, według świadectw polskich i ukraińskich, zginąć miało od dwóch do czterech tysięcy więźniów, choć źródła niemieckie oceniły liczbę ofiar, wśród których mieli być także niemieccy lotnicy, na półtora tysiąca. Jedno z doniesień prasy ukraińskiej wspomina o wzięciu przez Niemców do niewoli enkawudzistów z łuckiego więzienia .W Sarnach, na dwa dni przed ucieczką, NKWD dokonało jeszcze aresztowań wśród polskiej inteligencji, by następnego dnia rozstrzelać niemal wszystkich znajdujących się w tamtejszym więzieniu. Świadkowie polscy oceniają liczbę ofiar na siedemdziesiąt do osiemdziesięciu, źródło niemieckie natomiast, określające zamordowanych jako Ukraińców obojga płci, podwyższa tę liczbę do stu. Świadectwa polskie mówią również o likwidacji więźniów we Włodzimierzu Wołyńskim.

 
Przyznaną w tym roku po raz pierwszy nagrodę im. Józefa Mackiewicza otrzymali Władysław i Ewa Siemaszkowie za pracę "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945", która ukazała się nakładem wydawnictwa von boroviecky.

Jacek Trznadel, jeden z jurorów, określił nagrodzoną książkę jako dzieło epokowe i unikatowe. - Tak jak zostało przez historyków stosunkowo dokładnie opracowane ludobójstwo hitlerowskie i sowieckie - mówił Trznadel - tak nie było dotąd książki, która ukazałaby ogrom zbrodni dokonanej przez Ukraińców, z których rąk w latach 1939-1945 zginęło 50-60 tys. Polaków. Unikatowe są też relacje zamieszczone w pracy Siemaszków, gdyż opis okrucieństw przewyższa wszystko, co znaliśmy z literatury polskiej, łącznie z rzezią w Humaniu i tymi wydarzeniami, o których mówił Wyspiański: "Mego dziada piłą rżnęli/ Myśmy wszystko zapomnieli".

Przewodniczący jury, Marek Nowakowski zaakcentował fakt, że w książce Władysława i Ewy Siemaszków (ojca i córki) znajdują się również relacje o Żydach, którzy na Wołyniu pierwsi padli ofiarą rzezi, a także opisy tych wypadków, w których Ukraińcy nieśli Polakom pomoc, narażając, a i tracąc własne życie.

Ewa Siemaszko powiedziała, że w pracy, nad którą pracowała z ojcem dziesięć lat, znalazły się informacje z 1721 jednostek administracyjnych Wołynia, a więc wsi, chutorów, kolonii, osad, majątków, miast i miasteczek. Z 1787 jednostek administracyjnych Wołynia takie informacje nie zostały zebrane. Dzieło Władysława i Ewy Siemaszków będzie zatem kontynuowane.

- Musieliśmy zastąpić w pracy zawodowych historyków, którzy nie kwapili się z podjęciem tego tematu, uważanego za wysoce drażliwy - powiedziała Ewa Siemaszko. - Istnieje lęk przed presją pewnych środowisk i mediów. Charakterystyczne, że pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej prowadzi oficjalne działania w sprawie ludobójstwa dokonanego na Wołyniu, jak zresztą i w pozostałych wschodnich województwach Rzeczypospolitej Polskiej, natomiast pion drugi - edukacji narodowej, w ogóle nie dopuszcza użycia takiego określenia.

Nagroda im. Józefa Mackiewicza (7 tys. dolarów i złoty medal z wizerunkiem patrona nagrody i słowami "Jedynie prawda jest ciekawa") wręczona zostanie laureatom 11 listopada w Galerii Porczyńskich w Warszawie. Tam też dwie dodatkowe nagrody (3 i 2,5 tys. zł), ufundowane również przez prywatnych darczyńców, otrzymają wyróżnieni przez jurorów - nasz były kolega redakcyjny Wojciech Klewiec za książkę "Proces pokazowy. Oskarżony Augusto Pinochet" (wyd. El-Ka) oraz Dawid Bieńkowski za powieść "Jest" (wyd. Agawa).




 






BARWY KRESÓW

 

Szanowni Państwo, Drodzy Kresowianie

 

Redakcja Kresowego Serwisu Informacyjnego otwiera stały dział, który nazwaliśmy „BARWAMI KRESÓW”. Ten liryczny tytuł otwiera przed Państwem szerokie drogi, tak czytelnicze, jak i pisarskie. Pragniemy nie tylko  pisać , ale również czytać Wasze opracowania. Forma Waszych tekstów jest dowolna, czy to będzie list do redakcji, esej, felieton, proza, wiersz., liryka, dramat, humoreska, satyra, czy też własne Wasze wspomnienia, radości, smutki, dramaty rodzinne, własne samotności jesienne, zadumy, propozycje. My ze swojej strony też oczywiście będziemy pisali teksty, ale również będziemy się starać odpowiadać na Wasze zapytania, lub wyrażać opinie do dyskusji na naszych łamach. Wiemy, iż dla niektórych z Państwa kontakt z nami będzie utrudniony z  braku Internetu, ale pozostaje przecież droga poczty tradycyjnej na adres Aleksander Szumański ul. Szpitalna 7/9

31-024 Kraków – adres e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.   Zapewne będzie wszystkich nas nurtowały pytania, gdzie się urodziliście, kim byli Wasi Rodzice, czym się zajmowali , czy mieliście / macie / siostry, braci, bliskich. Jakie było Wasze otoczenie  w miejscach zamieszkania, czy byli to sąsiedzi i inni, życzliwi, nie życzliwi. Gdzie mieszkaliście do wybuchu II wojny światowej. Jak przeżyliście 17 września 1939 roku, a jak 1 września 1939 roku. Czy przeżyliście chwile, miesiące lata na „Nieludzkiej ziemi”, podobnie jak opisał to w tym tytule Józef Czapski. Czy byliście na Syberii, w niemieckich hitlerowskich obozach koncentracyjnych, we więzieniach, łagrach. Czy któreś z Was poznało Archipelag Gułag. A może Wasi bliscy też przeżyli, lub nie przeżyli martyrologii naszego narodu związanej z Kresami Południowo – Wschodnimi II RP. Czy ktoś z członków Waszej Rodziny zginął z rąk ludobójców OUN – UPA. Jeżeli tak to w jakiej wsi, mieście i w jakim czasie. Czy mieliście bliskich, którzy zginęli w Katyniu, lub w innych miejscach kaźni - ludobójstwa  sowieckiego – NKWD, lub innych służb bolszewickich. Czy któreś z Was przeżyło hitlerowskie getto, na przykład we Lwowie, czy Wasi bliscy, najbliżsi zginęli – ocaleli w w hitlerowskim getcie. Czy któreś z Was wiedziało o mordach NKWD  w lwowskich więzieniach – Brygidkach, Zamarstynowie, Łąckiego,  po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej 22 czerwca 1941 roku ,mordów popełnionych przez NKWD  w innych kresowych więzieniach, lub o marszach śmierci w tym okresie w głąb Związku Sowieckiego. Czy znaliście przypadki kolaboracji z okupantem? Czy któreś z Was przeżyło np. okupację hitlerowską tylko dzięki podrobionym dokumentom? Jak odbieracie – oceniacie  dzisiejszą działalność rządzących w kontekście uznania – nie uznania popełnionych zbrodni za ludobójstwo, a tylko za zbrodnię wojenną, która ulega przedawnieniu. Czy pragniecie poznania prawdy i tylko prawdy, czy też uważacie, że prawda przeszkadza w pojednaniu narodów. W jaki sposób zostaliście zmuszeni do opuszczenia Waszych kresowych domów rodzinnych, a może są też i tacy, którzy wyjechali dobrowolnie?

Drodzy , piszcie. Pisanie przyjacielskie zawsze podnosi na duchu, sprzyja innemu spojrzeniu na świat, zadumie; a może nie mam racji, a może jednak stała mi się krzywda, nikt mnie nie chce zrozumieć, ludzie uchylają się od odpowiedzi, a nawet nie słuchają. Nie krępujcie się Drodzy Czytelnicy. Nasi redaktorzy tę są z „przejściami” kresowymi, zrozumieją wszystko, przemyślą, odpowiedzą. Może się wydarzyć i tak, iż jakaś korespondencja Wasza stanowić będzie dla naszej  redakcji inspirację tematyczną. Tego Wam i sobie życzymy.

Sądzimy, że  na tych łamach nie trzeba  szeroko uzasadniać potrzeby utworzenia tego działu tematycznego, poświęconego  istotnym sprawom –jak  kultura i tradycja Kresów  Wschodnich, a także martyrologia ich mieszkańców. Oczywiście w tym miejscu od razu musimy wyjaśnić, że korzystamy tu z najnowszej interpretacji pojęcia Kresów:  czyli mamy na myśli „wschodnie obszary II Rzeczypospolitej, które nie weszły w skład terytorium Polski po 1945 r”.  Obszary te dość często są określane mianem „Rzeczypospolitej  Utraconej”. A    to województwa: wileńskie, grodzieńskie, poleskie, wołyńskie, tarnopolskie, stanisławowskie,  lwowskie i  część białostockiego. Wielu naszych rodaków żyje w przekonaniu, że były to peryferia Rzeczypospolitej , tak pod względem gospodarczym jak i kulturowym. Prawda jednak jest inna i o tym będziemy  również pisać.  Ośrodki kulturalne z uniwersytetami w Wilnie i Lwowie promieniały na Polskę i Europę.

Słynne biblioteki obu wymienionych uczelni były tworzone przez pokolenia i stanowiły skarbnice wiedzy narodowej, nie do ocenienia, na poziomie światowym. W 1945 roku Polska pozbawiona została  ponad połowy swojego terytorium.

Mówi się, że na skutek postanowień w Jałcie i Poczdamie utraciliśmy Kresy, a w rzeczywistości utraciliśmy większość państwa polskiego, bo aż 52 proc. powierzchni kraju. Zabrano nam ziemie mocno związane z historią i tradycją Rzeczypospolitej . Poza naszymi granicami zostały miejsca związane z ważnymi dla Polski wydarzeniami, oprócz Wilna i Lwowa, takie jak np. Bar, Beresteczko, Brześć, Chocim, Drohobycz, Grodno, Krzemieniec, Nowogródek, Tarnopol, Trembowla czy Zbaraż. Utrata wspominanych ziem  to nic innego jak wykreślenie znaczącej części polskiej świadomości historycznej. Poza granicami Polski pozostały  ziemie, które w największym stopniu związane były z kształtowaniem  polskiej tradycji, kultury i mentalności - szczególnie zaś złączone były z ideałami Rzeczpospolitej Jagiellońskiej,  Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Ludzi można było wywieźć, dziedzictwa narodowego już nie. Pozostały więc na obcych obszarach dobra narodowe, których nawet wycenić się nie da, w tym perełki architektury i świadectwa świetności  minionych wieków. Ostatnimi czasy można zaobserwować , powrót zainteresowania  tą problematyką wśród Polaków zarówno w kraju, jak i  za granicą, zwłaszcza wśród ludzi młodych ,  nie tylko kresowiaków. Dla bardzo wielu są to sprawy bardzo ważne i wciąż żywe. Dla młodych, to  historia, która często – na skutek powiązań rodzinnych, czy lektur jest na nowo odkrywana. Lektur podsuwanych przez rodziców, opiekunów, w szkole nie istnieje żadna edukacja dotycząca ziem utraconych. Patrząc wstecz warto zauważyć, że największy wpływ na formowanie się świadomości narodowej miała literatura. Na zbiorową wyobraźnię Polaków w największym stopniu oddziaływały - w poezji "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza, w prozie zaś trylogia Henryka Sienkiewicza. Akcja obu tych utworów , nie przypadkowo, rozgrywa się głównie na ziemiach określanych dziś mianem Kresów - na Litwie i na Ukrainie. O żywotności i popularności obu tych dzieł świadczą  sukcesy ich niedawnych ekranizacji,. Jak łatwo zauważyć  wyobraźnia narodowa Polaków ukształtowana jest więc w dużej mierze przez pejzaże kresowe, ukraińskie stepy, litewskie bory, wschodnią melancholię.

Z Kresami   związana była  twórczość i  życie  takich Polaków jak: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Józef Baka, Seweryn Goszczyński, Antoni Malczewski, Antoni Odyniec, Józef Bohdan Zaleski, Aleksander Fredro, Marian Zdziechowski, Maria Konopnicka ,Marian Hemar, Feliks Konarski , Władysław Bełza, czy Bruno Schulz. Wielkie Księstwo Litewskie pozostawało też "małą  ojczyzną" dla  Józefa Mackiewicza. Lwów jako miasto rodzinne pojawia się w twórczości  Zbigniewa Herberta, Adama Zagajewskiego, czy Stanisława Lema. Dziś obserwujemy pojawianie  się  nowych publikacji książkowych,  mamy sympozja naukowe, festiwale i dni  kultury kresowej, a także coraz częściej organizowane i modne są wycieczki  sentymentalne na dawne wschodnie tereny II Rzeczypospolitej. Prawdą jest ,że współczesnej młodzieży polskiej trudno  jest  zrozumieć nasze dzieje tylko z samych książek, jeżeli nie odwiedzą tamtych historycznych już  miejsc i nie zobaczą na własne oczy  śladów dawnej polskiej świetności.  Stojąc  przy murach zamku w Chocimiu i patrząc na rumuński brzeg Dniestru, można odczuć co to znaczy, że Polska była przedmurzem chrześcijańskiej Europy przed atakiem Turków.

Dziedzictwo kulturowe  wschodnich obszarów II Rzeczypospolitej to wspaniały obraz wielobarwnej przeszłości Kresów, po wielokroć opisywany, a jednak nigdy nie do końca. Ciągle niedosyt, szczególnie pośród pokoleń związanych tradycją i historia rodzinną. Powstało  tam nieocenione bogactwo w wyniku przenikania się różnorodnych kultur, w dużej mierze opartych na pokrewieństwie języków, wspólnocie pochodzenia i braku wyraźnych, trwałych granic oraz jasnych, jednolitych kryteriów podziałów. Już od dawna  funkcjonuje powiedzenie, że był  to szczególny tygiel kulturowy, językowy, religijny, traktując jako „kresowe” rozmaite obszary styku kultur, ich specyficzne strefy przejściowe. To z Kresów wywodzi się tradycja pieśni patriotycznych , których teksty zostały napisane  do melodii ludowych sąsiednich narodów.

Z tej grupy znany jest choćby "Marsz Polonia" lub "Pieśń o Chmielnickim" - hetmanie, który jako pierwszy pobił Tatarów w XVI w. Kresowy tygiel kulturowy zaowocował wieloma pieśniami i piosenkami o bardzo różnym charakterze - od nostalgicznych, tworzonych przez wybitnych autorów jak Marian Hemar, czy Henryk Wars, lub  Emanuel Szlechter, po anonimowy batiarski, kinderski humor piosenki lwowskiej ulicy.

A tradycyjna polska gościnność i biesiady kresowe , gdzie na stołach stały bliny kresowe, cepeliny  wileńskie i pielmieni, albo kołduny tatarskie ze spyrką wędzoną, żeberka po żmudzku i polędwiczki po huculsku. Te i wiele innych specjałów  przepisy przekazywano z pokolenia na pokolenie! Gdzie jeszcze na świecie można spotkać takie bogactwo, tak wiele barw kultury i krajobrazu jak na naszych dawnych Kresach? Dlatego w tym miejscu będziemy nie tylko wspominać, ale i pisać o każdej inicjatywie kultywującej tamte tradycje, ratujące je od zapomnienia . Każda forma i tematyka jest dobra , byleby docierała ze swoim przesłaniem do wszystkich zainteresowanych pozyskaniem wiedzy o Kresach. Biesiada duchowa, czy kulinarna, każda niesie w sobie  cząstki dawnej świetności i wielobarwności.

 

                                                                                                                                                                                                                                                           Redakcja Kresowego Serwisu Informacyjnego

                                                                                                Aleksander Szumański                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      

 

 

 

 

.

 

 

       ALEKSANDER SZUMAŃSKI

   KORESPONDENCJA Z KRAKOWA

SPECJALNIE DLA KRESOWEGO SERWISU  

               INFORMACYJNEGO

 

PROROCTWO POEZJI ZE „ŚWIATEM KRESÓW” W TLE

 

W Salonie Literackim Biblioteki Jagiellońskiej odbyła się promocja albumu „Świat Kresów” autorstwa Tomasza Kuby Kozłowskiego  i Danuty Błahut – Biegańskiej.

Zaproszenie dla Kresowego Serwisu Informacyjnego wystosowali Wojewoda Małopolski, Dom Spotkań z Historią, Biblioteka Jagiellońska, Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego i Kolegium Wigierskie.

 

Już sam fakt zaproszenia na promocję albumu do Biblioteki Jagiellońskiej poświadcza o randze tego wydarzenia.

 

Zapraszający są ogólnie znani, a Kolegium Wigierskie tworzy grupa osób wspólnie realizująca wcześniej opracowane przez siebie programy. Jego geneza sięga roku 2003, kiedy to Dariusz Jachimowicz (dyrektor Domu Pracy Twórczej w Wigrach), Waldemar Rataj (prezes Fundacji „Pro Publico  Bono”) oraz Miłosz Gałecki (filozof) zorganizowali wspólnie pierwsze Seminarium Wigierskie.

 

Misją Seminarium, a w konsekwencji później całego Kolegium Wigierskiego jest odnowienie debaty nad współczesną kondycją człowieka i jego kultury. Organizatorzy Kolegium wyszli bowiem z założenia, że to właśnie kultura jest sferą norm i dyrektyw „porządkujących” wszystkie obszary życia człowieka, „formą bytowania człowieka na Ziemi”, a specyfikę relacji między człowiekiem a jego kulturą najlepiej oddaje metafora autorstwa Vaclava Havla, w myśl której kultura jest jak powietrze – nie zauważamy jej na co dzień, a nasze życie jest bez niej niemożliwe w żadnym jego momencie czy aspekcie.

 

I właśnie zwierciadłem tej misji Kolegium Wigierskiego była dzisiejsza / 8 lipca 2011 roku / promocja w „Jagiellonce”.

 

Małopolska Wschodnia, a wcześniej  Galicja Wschodnia utożsamia się z dzisiejszym nazewnictwem tych ziem Kresami Południowo – Wschodnimi  II RP. I te właśnie ziemie, ich kultura, architektura, mieszkańcy, historia, religie, położenie, były prezentowane multimedialnie przez jednego z autorów albumu  Tomasza Kuby Kozłowskiego.

 

Przesuwające się na dużym ekranie obrazy ziem kresowych i otaczający je świat komentowane były przez autora wskazując na  jego wiedzę i kompetencje tematyczne, zważywszy, iż tych obrazów przekazano ok. osiemset. Ciekawie i wielokrotnie autor zagłębiał się w składy etniczne mieszkańców ziem kresowych podając w poszczególnych latach dane statystyczne  dotyczące  ich zaludnienia przez Polaków, Ormian, Żydów, Rusinów, Czechów, Cyganów etc. w liczbach bezwzględnych i nawet w proporcjach, zwłaszcza wyznaniowych.

 

 Ciekawy był obraz miasteczka kresowego z komentarzem, iż w normalny dzień handlowy w sobotę nie handlowano, podobnie zachowywali się handlarze żydowscy nie handlujący w niedzielę.

 

 

Szczególną uwagę autor poświęcił postaci Wincentego  Pola i jego „Pieśni o ziemi naszej” cytując fragmenty utworu:

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Te pokrewne twoje rody?

Tych Górali i Litwinów,

I Żmudź świętą, i Rusinów?

 

 A czy znasz ty, bracie młody,

Twoje ziemie, twoje wody?

Z czego słyną, kędy giną,

W jakim kraju i Dunaju?

 

 A czy znasz ty, bracie młody,

Twojej ziemi bujne płody?

Twe kurhany i mogiły,

I twe dzieje, co się śćmiły?

 

 A czy wiesz ty, co w nich leży?

O, nie zawsze, o, nie wszędzie,

Młody orle, tak ci będzie,

Jako dzisiaj przy macierzy!

 

 Trzeba będzie ważyć, służyć,

Milczeć, cierpieć i wojować!

I niejedno miłe zburzyć,

A inaczej odbudować...

 

 Kto tam zgadnie, gdzie osiędziesz,

Jaką wodą w świat popłyniesz,

W której stronie walczyć będziesz

I od czyjej broni zginiesz?...

 

 Wyleć ptakiem z tego gniazda,

Miłać będzie taka jazda,

Spojrzyć z góry na twe ziemie

I rodzime twoje plemie...

 

Kozłowski zadał  pytanie retoryczne: „ kto dzisiaj cytuje ten utwór i omawia jego przesłanie”?

 

Powiązanie wydarzeń  zaistniałych na tych ziemiach, ze wszystkimi innymi aspektami, nie tylko kulturowymi  z poezją patriotyczną, najlepiej świadczą o intencjach autorów i prezentera.

 

Popatrzcie na Kresy przez pryzmat poezji, to jest okno na świat, mówią autorzy promowanego. dzisiaj albumu.

 

„My jesteśmy z polskiej Florencji

Z miasta siedmiu pagórków fiesolskich

Z miasta muzyki i ineligencji

I najpiękniejszych kobiet polskich”…

 

Marian Hemar, „Strofy lwowskie”, 1962

Kresy to nie tylko temat na „długie zimowe wieczory”, na opowieści przy świecach naszych rodziców, niestety coraz już rzadziej dziadków i babć. To opowieść zawsze żywa, zawsze piękna, niejednokrotnie dramatyczna w swoim naddramacie, ale czasami aż do bólu prawdziwa, z barwami łąk, poszumem lasów, szumem potoków, ptaków śpiewem, rżeniem koni – tylko przyłożyć  ucho. Te zamki i zameczki,  chaty i dostojne budowle,  wysmukłe  i kopulaste świątynie,  zaśnieżone drogi, uśmiechnięte piękne dziewczęce twarze, te zapłakane oczy, ci żywi i ci których już nie ma. Ta

kresowa poezja, ten śpiew obłoków i groza błyskawic, ludzie i ich troski, zmartwienia, ubiory, radości, tańce, warkot kołowrotków, ogniska, harcerze, wojsko, ułani, żółte otoki, bagnet na broń, ta ojczyzna miła. Miasta i wioski, utracone, niezdobyte, piękne i potężne stukotem i tętentem ułańskich koni, śpiewem ułańskim…jak to na wojence ładnie… 22 listopada – Obrońcy Lwowa, Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski z Orderem Virtuti Militari dla Lwowa, a potem Cmentarz Obrońców Lwowa, Jurek Bitschan najmłodsze Orlątko, Antoś Petrykiewicz – najmłodszy 13 letni  kawaler Orderu Virtuti Militari, Korpus Ochrony Pogranicza, a przedtem „Cud Nad Wisłą”, Śluby Jana Kazimierza w Katedrze Lwowskiej, Matka Boska Łaskawa Królową Polski, Kresy, Lwów….poezja. Poezja „Świat Kresów”. Poezja…

 

Wielokrotnie autor podkreślał istniejącą na Kresach koegzystencję różnych grup etnicznych na jednym obszarze.  Spotykało się istotne czynniki tej integracji etnicznej, jak asymilację, pluralizm, a przede wszystkim tygiel narodów w rozumieniu integracji kulturowej różnych grup etnicznych.

 

Czytelnym symbolem tej polskiej, jak mówią niektórzy – polocentrycznej, perspektywy była wymawiana niemal jednym tchem triada „ Polska, Ruś i Litwa”. Zwłaszcza od pamiętnego momentu, gdy do unii dwóch narodów – polskiego i litewskiego – dołączył trzeci – ukraiński…by w uroczystym akcie odnowić i i rozszerzyć zawartą ponad 400 lat wcześniej Unię Horodelską.

 

Widocznym odbiciem tego wydarzenia było pojawienie się nowego, trójczłonowego herbu Rzeczypospolitej, na którym obok polskiego orła na polu czerwonym i litewskiej pogoni na polu błękitnym pojawił się ruski archanioł na złotym tle.

Takim też herbem posługiwano się powszechnie podczas powstania styczniowego i długo jeszcze po nim – niemal do wybuchu I wojny światowej. Zademonstrowana w Horodle jedność Polski, Litwy i Rusi była wyrazem przede wszystkim polskiej inicjatywy i polskiej racji stanu. Trzeba jednak pamiętać , że wówczas jeszcze utożsamiała się z nią wcale niemała rzesza Litwinów i Rusinów. Zaświadcza o tym dobrze znana na Kresach modlitwa, wiersz ukraińskiego poety ze Lwowa Platona Kosteckiego, mówiącego o sobie nie bez dumy: gente rutenus natione Polonus, piszącego po ukraińsku, ale alfabetem łacińskim”:

 

„Wo Imia Ojca i Syna

To nasza mołytwa

Jako Trójca, tak jedyna,

Polszcza, Ruś i Łytwa.

 

Jedna w Boha Korolowa

Mołyt sia za namy

Z Czenstochowy, Poczajewa

I z nad Ostroj Bramy”.

 

 

 

 

 

Unia Horodelska– zawarta 2 października 1413 w Horodle pomiędzy Polską a Litwą potwierdzała wspólną politykę obu państw, wprowadziła instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie wybieranego przez króla Królestwa Polskiego za radą i wiedzą bojarów litewskich, oraz panów polskich, wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie, urzędy wojewodów i kasztelanów na Litwie, a litewską szlachtę zrównała z polskimi rodami.

 

Preambuła Unii Horodelskiej:

 

Na wieczną rzeczy pamiątkę. Wiadomo wszystkim, że nie dostąpi łaski zbawienia kto nie będzie wspierany tajemnicą miłości, która nie działa opacznie, która promienieje własną dobrotą, zwaśnionych godzi, pokłóconych łączy, odmienia nienawiście, uśmierza gniewy i dodaje wszystkim pokarm pokoju, rozproszone zbiera, znękane krzepi, nierówne gładzi, krzywe prostuje, wszystkie cnoty wspomaga, a żadnej nie szkodzi, miłuje wszystko i, jeśli kto pod jej skrzydła się schroni znajdzie bezpieczeństwo i nie będzie się obawiał znikąd napadu; przez nią prawa się tworzą, królestwa rządzą, miasta porządkują i stan Rzeczypospolitej do najlepszego końca dochodzi; ona się we wszystkich cnotach wybornie mieści, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci”.

 

Z aktu odnowienia Unii Horodelskiej:

 

My niżej podpisani Wysłannicy i Przedstawiciele wszystkich Ziem, Województw i Miast dawnej Polski przedrozbiorowej, w dniu dzisiejszym zebrani na polu miasta Horodła, oświadczamy aktem niniejszym, stwierdzonym własnoręcznymi podpisami naszymi, że unię łączącą Litwę z Polską ponawiamy, unię Polski i Litwy z Rusią zawieramy na zasadach zupełnego równouprawnienia wszelkich narodowości i wyznań; łącząc się do wspólnej pracy celem wydźwignięcia ojczyzny naszej z dzisiejszego upadku aż do zupełnej niepodległości”.

                                                      

                                                  Z aktu odnowienia Unii  Horodelskiej, Horodło, 10 października 1861

 

 

Autor wspomniał jeszcze o Unii Hadziackiej:

 

„Unia hadziacka – zawarta 16 września 1658 roku w Hadziaczu umowa między Rzeczpospolitą Obojga Narodów a Kozackim Wojskiem Zaporoskim, reprezentowanym przez hetmana kozackiego Iwana Wyhowskiego.

 

Przewidywała przekształcenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów w unię trzech równorzędnych podmiotów prawnych (państw): Korony, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Księstwa Ruskiego utworzonego z województw kijowskiego, bracławskiego i czernihowskiego (wcześniej stanowiących od unii lubelskiej (1569) część Korony). Konsekwencją unii było traktatowe ustanowienie odrębnych urzędów dla Rusi (stworzono funkcje marszałka ruskiego, obok marszałka koronnego i litewskiego, hetmana ruskiego , kanclerza ruskiego i inne stanowiska analogiczne do istniejących w pozostałych dwóch członach federacji), dopuszczenie posłów ruskich do Sejmu, a biskupów prawosławnych do Senatu. Państwo to miało posiadać własne wojsko, własny skarb, własne ministerstwa i urzędy, pod zwierzchnictwem hetmana z własnego wyboru. Szlachta wszystkich trzech państw miała wybierać wspólnie króla i wysyłać posłów na sejm walny…”

 

 

 

 

 

Przeglądając karty albumu natrafia się na cytaty:

 

„Stogi, stogi, stogi! Setki, tysiące, dziesiątki tysięcy stoi ich rokrocznie z jesieni na zimę na bezmiarach błot pińskich, stolińskich,  łuninieckich.  Bez tych stogów nie masz właściwej panoramy kraju, jak nie masz bez nich bytu materialnego mieszkańców. Z czego  żyją ci ludzie? Z siana i ryby”.

                                                                                                     Józef Mackiewicz

                                                                                                         Bunt rojstów, 1938

 

„Charakterystyczną cecha Kresów jest również ich rozśpiewanie. Nie ma bodaj chwili, aby gdzieś z daleka lub z bliska nie dochodziła rzewna nuta pieśni ludowej. Kresowiak śpiewa zawsze, czy to na sianokosie, czy to w polu przy żniwach, czy to przy kołowrotku w niskiej, dymem ogorzałej, a pachnącej ziołami świeżo  upieczonym chlebem chacie, czy to w lesie przy zbiorze grzybów lub jagód”.

                                                                                                              Mieczysław Jałowiecki

                                                                                                              Na skraju imperium, 1953

 

 

„Krajobrazu nowogródzkiego, jak zresztą całego litewskiego w dawnym rozumieniu tego słowa, od Dźwiny i Berezyny po Wilję, Niemen, Kowieńszczyznę i Suwalszczyznę niepodobna oddzielić od dworu litewsko – polskiego, od tych mnogich dworów, rozsianych wielkimi, bezcennymi szmaragdami po niezmierzonym królewskim płaszczu naszej ziemi. Rzekłbym więcej: krajobraz nasz – to jest głównie i przede wszystkim polski dwór”.

                                                                                                              Jan Bułhak

                                                                                                              O krajobrazie nowogródzkim, 1926

 

 

„Doktorzy zalecają, bym jechał się leczyć za granicę, a ja pragnę na lato wyjechać do Druskiennik. Doktorzy mają swoją politykę, a ja swoją. Gdyby oni znali Kresy, tamtejsze drzewa, powietrze i lud tamtejszy, nasze potrawy i przyzwyczajenia  na pewno zmienili by swoją politykę. Zobaczymy czyja polityka zwycięży – ich czy moja? Dla mego zdrowia potrzebne są tamtejsze lasy, gawęda z tamtejszymi ludźmi i smak tamtejszych potraw”.

                                                                              Józef Piłsudski „Ondyna druskiennickich źródeł”, 1924              

 

 

„W malowniczym jarze Dniestrowym, żłobiącym sobie koryto przez wyżynę podolską, leżą Zaleszczyki, miasto słońca, sadów i winnic, osłonięte od wichrów stepowych, zaciszne i spokojne. Niezwykle łagodny klimat, najwyższe w Polsce nasłonecznienie, obfitość owoców i jarzyn – uczyniły z Zaleszczyk pierwszorzędną stację klimatyczną dla rekonwalescentów, osób słabowitych i dzieci. Wypoczynek w Zaleszczykach wpływa kojąco na nerwy, równocześnie jednak ruchliwa i wesoła atmosfera towarzyska, jaka tam stale panuje, nie dopuszcza ani chwili nudów”.

                                                                                                             Zaleszczyki miasto słońca i winnic

                                                                                                           „Turystyka”, wrzesień 1937                                                                                                                                                                      

„Ilekroć słyszę słowo Lwów, jest mi tak, jakbym usłyszał słowo dom”

                                               Jan Fryling, Hallo! Jednodniówka Rozgłośni

                                           Lwowskiej Polskiego Radia, 1935

 

Reprodukcja mało znanej fotografii Józefa Piłsudskiego „Nad Niemnem” Druskienniki lata 20 przypomina o związkach kresowych Pierwszego Marszałka Polski, o listopadzie 1920 roku, kiedy po Obronie Lwowa  przez Orlęta Lwowskie na placu Mariackim we Lwowie przed pomnikiem Adama Mickiewicza Marszałek udekorował Lwów Orderem Virtuti Militari, jako jedyne miasto w Polsce.

Na szczycie Kopca Unii Lubelskiej

 

Na szczycie Kopca

Nikt mnie nie wita

Tylko białoczerwona

Kirem spowita

I inne twarze

Rozpaczą obce

Lecz polska ziemia

I polskie kopce

I polski pejzaż

U progu stóp

I inna mowa

Ciernisty głóg

 

Tu były grudnie

Tu były maje

Wolności orlej

Bystre ruczaje

Tu była strzecha

Czeremchy pola

I zapach Wilna

I śpiew Podola

Tu była Polska

U stoku Lwów

Jak w tej piosence

Co chcesz to mów

                                                               Powiedziałem w Radiu Lwów w 1998 roku

                                                         Aleksander Szumański / „Fotografie polskie” /.